Miesiące w mojej głowie. Półtora dnia, żeby to zbudować.
W tym artykule wyjaśniam, dlaczego istnieje, jak ją zbudowałem i co będzie dalej.
Jej nazwa:
Cultura Digital
I jest to publikacja online , w której próbuję skrystalizować wiele różnych elementów mojego obecnego życia, osobistego i zawodowego.
Po co publikować taki wpis?
Z dwóch powodów: po pierwsze, bo sądzę, że w najbliższych miesiącach mojego życia będzie miał spore znaczenie.
A po drugie, bo lubię zostawiać ślad po momentach, które mają znaczenie, żeby móc do nich wrócić, jeśli będzie trzeba.
Skoro to wyjaśnione, zaczynamy.
Índice de Contenidos del Artículo
- Czym jest Cultura Digital i czego możesz się po niej spodziewać
- Powody zmiany
- Cele
- Proces tworzenia i zmiany
- Wnioski
- Najczęstsze pytania
- Czym jest Cultura Digital?
- Jakimi tematami zajmuje się Cultura Digital?
- Dlaczego powstaje Cultura Digital?
- Czy Cultura Digital zastępuje dawny blog?
- Jaki jest cel Cultura Digital?
- Dlaczego ma ciemny i cyberpunkowy design?
- Co oznaczają kolory strony?
- Czy Cultura Digital będzie używać sztucznej inteligencji?
- Czy będzie dostępna w innych językach?
- Czy Cultura Digital chce monetyzować od początku?
- Jak często będą publikowane nowe treści?
- Czym Cultura Digital różni się od strony firmowej?
Czym jest Cultura Digital i czego możesz się po niej spodziewać
Magazyn online. Taki, który mówi o wielu tematach, które nie mieściły się na blogu mojej dawnej strony, w pełni skupionej na biznesie cyfrowym i obszarze zawodowym.
Z „bloga Yago Gonzáleza” robimy przeskok i tworzymy magazyn online, w którym oprócz biznesu i tematów online dokładamy jeszcze dwa filary: technologię i rozrywkę.
Dlatego hasło, które towarzyszy nazwie na stronie głównej, nie mogło być bardziej oczywiste:
Cultura Digital: Technologia, rozrywka i biznes.
Właśnie to tutaj znajdziesz:
- Tutoriale narzędzi i dużo AI, recenzje gadżetów i konsol w części technologicznej.
- Recenzje filmów, seriali, gier i komiksów w części rozrywkowej.
- Wszystkie moje wcześniejsze artykuły, a także nowe, które będą pojawiać się wraz z rozwojem magazynu, w sekcji biznesowej.
Jeśli więc kręcą cię te tematy, jesteś więcej niż mile widziany.
Pomysły, mnóstwo pomysłów
Poza tym sądzę, że może cię to zainteresować, bo ogólnym celem magazynu i każdego z jego wpisów jest dawanie ci pomysłów.
Pomysłów różnego rodzaju, ale takich, które mogą w jakiś sposób poprawić ci życie:
- Jak tutoriale , które wyjaśniają, jak robić różne rzeczy. Od oglądania YouTube bez reklam po używanie metodologii agile z Trello, przez zwiększanie prywatności podczas przeglądania internetu.
- Rekomendacje technologicznych zabawek, takich jak najlepsze tablety gamingowe, konsola R36S czy najlepsze gry z serii WipEout uporządkowane w rankingu.
- Triki na oszczędzanie albo sposoby inwestowania.
- Analizy filmów, które trzeba zobaczyć, seriali, których nie można przegapić, komiksów, które warto znać i książek, które wciągają bez ratunku.
Krótko mówiąc, chcę podsuwać ci rzeczy, które pomogą ci w codzienności zawodowej albo dadzą coś w chwilach wolnego. Żebyś je sprawdził i zobaczył, że były warte czasu.
Kierunek jest jasny: dawać ci pomysły na lepsze życie, oszczędzając czas albo pieniądze.
Bo stracenie dwóch godzin na jakiś absurdalny film z Netflixa bywa często gorsze niż opłacenie planu Premium narzędzia, którego nie potrzebujesz. Dlatego jeśli mogę ci tego oszczędzić albo zaproponować sensowniejsze alternatywy, to już coś zyskujesz.
A jeśli kiedyś mi o tym opowiesz, tym bardziej się ucieszę.
Powody zmiany
Myślę, że to bardzo logiczny krok, co zaraz zobaczysz.
Wspominałem wcześniej, że magazyn jest dużym rozszerzeniem bloga firmowego z mojej poprzedniej strony. Używałem go po to, żeby pozycjonować się jako konsultant od biznesu cyfrowego i pozyskiwać leady. Dlatego pisałem wyłącznie o tych tematach (marketing, biznes, analityka, produktywność…).
Jednak, jak już ci kiedyś opowiadałem, pod koniec roku zamykam etap pracy jako konsultant, więc nie potrzebuję już i nie chcę pozyskiwać więcej leadów. Przynajmniej nie po to, żeby szukać klientów.
Jaki więc sens ma utrzymywanie takiego bloga, jeśli nie chcę klientów? Już ci mówię: żaden.
Jasne, możesz wtedy powiedzieć, żebym go zamknął albo po prostu zostawił bez aktualizacji, i miałbyś trochę racji. Ale rzeczywistość jest taka, że chcę nadal pisać, nawet w czasach AI.
A kiedy to do mnie dotarło i zacząłem myśleć, o czym chciałbym pisać, wyszła mi lista ponad 100 artykułów. Tak, za jednym posiedzeniem.
To dużo artykułów, nawet pisząc jeden dziennie, jak zamierzam. A to bez liczenia tych, które wpadają mi do głowy na bieżąco.
Wtedy stało się dla mnie jasne, że blog musi urosnąć i zmienić się w magazyn.
Do tego dochodzi drugi powód: lubię testować rzeczy, między innymi różne modele biznesu cyfrowego.
Miałem już ecommerce, strony firmowe i własne membershipy, a także zarządzałem cudzymi projektami albo dla nich pracowałem. Teraz pora na coś względnie nowego: postawić publikację cyfrową, projekt osadzony w sektorze z własnymi zasadami i celami, dość odmiennymi od wcześniejszych.
Wygląda na to, że sporo się po drodze nauczę.
Cele
Jest ich kilka, jak możesz sobie wyobrazić. Główny już ci podałem: chcę dalej pisać.
I chcę dalej pisać jeden post dziennie. Co najmniej. I przez rok.
To dużo postów i dużo czasu, ale sądzę, że będzie to świetna inwestycja na wszystkich poziomach.
Jeśli przejdziemy do spraw bardziej materialnych, kolejnym celem jest to, żeby magazyn urósł pod względem ruchu w porównaniu ze starym blogiem (a wraz z tym także w leadach).
Jest też trzeci: chcę nauczyć się używać AI naprawdę głęboko , żeby tworzyć design i funkcje, których naprawdę chcę w swoim projekcie. I robić to dużo szybciej, niż byłbym w stanie bez niej.
Można powiedzieć, że ten projekt ma być aktualizacją mojego sposobu pracy i workflow. Przejściem z systemu dość szybkiego, ale klasycznego, do objęcia vibe codingu, co do którego mam absolutną pewność, że jest przyszłością.
Szczerze liczę, że uda mi się osiągnąć te trzy rzeczy, nawet jeśli będzie mnie to kosztowało trochę więcej wysiłku, niż zakładałem na tym etapie życia.
Za rok pogadamy i powiem ci, czy się udało.
Metryki
Jeśli sprowadzimy te cele do metryk, wychodzi bardzo prosty dashboard:
- Objętość treści: 365 nowych artykułów (minimum). I do tego wielojęzycznie.
- Ruch: zwiększyć poprzedni wynik dziesięciokrotnie, mimo że AI wszystko przejmuje. Trudne, ale do zrobienia.
- Trzy metryki zaangażowania: liczba wyświetleń stron, współczynnik odrzuceń i czas na stronie, dzięki czemu zobaczę, czy artykuły i/lub nowy design są dobre i czy tutaj pomagają.
- Konwersja: liczba leadów i, w mniejszym stopniu, przychody z programów afiliacyjnych, które mam podpięte pod część linków na stronie.
Niewiele zaskoczeń w tej części.
Proces tworzenia i zmiany
Tutaj może już być ich trochę więcej. Bo opowiem ci cały proces, który przeszedłem od momentu, gdy pomysł zaczął krążyć mi po głowie, aż po materializację w stronie, którą właśnie oglądasz.
Od razu uprzedzam, że to nie była migracja strony ani rebranding, tylko coś zupełnie innego, bo to zmiana modelu biznesowego.
Restrukturyzacja i rozszerzenie tematyczne
Ten punkt zrobiłem jako pierwszy, zanim w ogóle wiedziałem, czy będę kontynuował publikowanie. Po namyśle zdecydowałem, że tak, ale żeby mówić o innych tematach i zainteresowaniach, które:
- interesowały mnie samego.
- moim zdaniem mogłyby być przydatne wielu ludziom.
A rzecz w tym, że wychowałem się w wolnym internecie , który pomógł mi osiągnąć wiele rzeczy za nic w zamian. To był mój sposób, żeby oddać mu coś. Opowiadam o tym dokładniej w tym artykule.
To już ci wcześniej opowiadałem, ale nie przeszkadza mi powtórzyć jeszcze raz: kiedy podjąłem decyzję, że będę dalej pisał, usiadłem do listy wszystkich artykułów, które chciałbym napisać.
Zatrzymałem się, gdy przekroczyły 100, a potem zacząłem rozkładać ich tematy na kategorie i tagi. Po przeniesieniu tego na papier wyszła taka ogólna restrukturyzacja:

Pełnoprawna rekategoryzacja taksonomii. I, wyjątkowo — a może nie — nie zastosowałem tu kryteriów SEO. Po co, skoro AI i tak zje większość?
Chodzi o pisanie dla siebie i o to, że jeśli ktoś trafi i mu to zagra, zapisze się do mojego newslettera albo doda stronę do ulubionych w Google.
O obu sprawach za chwilę. Najpierw chcę jednak skomentować część wizualną.
Zmiany w designie
To ciekawe, jak działa mózg i nastrój.
Kiedy w 2019 roku przeprojektowałem swoją stronę, żeby zmienić ją w maszynę do pozyskiwania leadów i sprzedaży szkoleń, patrzyłem w przyszłość — ogólnie — z optymizmem. Wierzyłem, że wszystko pójdzie ku lepszemu i, owocem tego niemal arystotelesowskiego pozytywnego myślenia, szukałem w designie jasności:
- Prostota modułów. Precz z elementami typu akordeony czy zakładki.
- Jasne tło.
- Jeden kolor wyróżniający (pomarańczowy) połączony ze skalą szarości.
- Krótkie akapity.
- Typografia, która stawiała czytelność ponad wszystko.
To był rok 2019. Teraz mamy 2026 i po siedmiu latach oraz jednym dziecku widzę rzeczy zdecydowanie ciemniej: w krajach rozwiniętych wybuchają wojny, coś, co wydawało się należeć do przeszłości; w Hiszpanii korupcja polityczna nie ma końca. Tak samo jak podwyżki podatków i inflacja. Malaga, która dotąd była miastem moich marzeń, w ostatnich latach zmieniła się pod tyloma względami, że przestała nim być.
Nie mówiąc już oczywiście o dzisiejszym internecie — 3.0?, 4.0? — który nie ma nic wspólnego z tym, z którego naprawdę korzystałem z przyjemnością.
Uzależniające sieci społecznościowe, masowe zbieranie danych, nadużywanie kopiowania przez AI bez żadnej rekompensaty dla autorów i „przealgorytmizowanie” wszystkiego, które zawsze poleca nam to, co już lubimy, a przez to utrudnia odkrywanie innych rzeczy czy punktów widzenia, wydaje mi się aberracją.
Czytałem różne badania twierdzące, że obiektywnie żyjemy w najlepszej epoce historii.
Ja jednak tego nie widzę.
I efektem tej trochę bardziej pozbawionej nadziei wizji internetu i życia jest redesign strony:
- Ciemne tło.
- Odważne kompozycje stron (parallax we wpisach, dużo treści wizualnych naraz na stronie głównej i kategoriach).
- Paleta kilku kolorów „acid” albo „cyberpunk” zastosowana w wielu sekcjach.
- Zachowałem tę samą typografię, ale w niektórych sekcjach użyłem jej wersalikami, co odrobinę utrudnia lekturę, w zamian za większy efekt wizualny.
- Nieco zmniejszyłem odstępy między literami. Właściwie na początku zmniejszyłem je dużo bardziej i choć wizualnie robiło to wrażenie, bardzo utrudniało czytanie, więc je cofnąłem.
Krótko mówiąc: dokładne przeciwieństwo wcześniejszej wizualnej powściągliwości.
Zacznijmy od najważniejszego.
Marka i logotyp
Pierwszą rzeczą było zdecydowanie o nazwie publikacji.
Tutaj miałem dość jasno, że słowo „digital” musiało się pojawić. Bo jest bardzo moje. Kręcę się w świecie cyfrowym, w całym jego spektrum, przez całe życie, odkąd zacząłem od świata gier wideo pod koniec lat osiemdziesiątych.
Wtedy, patrząc na tematy, o których chciałem mówić, i cel oferowania czytelnikowi pomysłów, słowo „cultura” pojawiło się samo.
Po namingu, zawsze najtrudniejszej części marki, przyszła pora na logotyp. W tym punkcie od pierwszej chwili miałem absolutnie jasne dwie rzeczy:
- Że będzie to sam tekst.
- Że zieleń zastąpi obecny firmowy pomarańcz.
Z tymi dwoma warunkami otworzyłem Illustratora i zacząłem testować kroje pisma.
Znak podkreślenia wydał mi się odpowiednim zabiegiem, bo odsyła do MS-DOS-a i pierwszych systemów operacyjnych, gdzie pojawiał się, żeby wskazać miejsce wpisania kolejnego znaku.
Ostatni aspekt do uwzględnienia był taki, że zdecydowałem się zachować swoją domenę, choćby tymczasowo. Oznaczało to, że każda osoba wchodząca na yagogonzalez.com miała trafić na „Cultura Digital”. Niespójność, którą logo musiało przynajmniej częściowo rozwiązać.
Biorąc to wszystko pod uwagę, końcowy efekt jest taki:

I jestem z niego całkiem zadowolony, bo uważam, że dobry design to nie ten najładniejszy, tylko ten, który rozwiązuje trudności. A ten to robi.
Paleta kolorów
Choć początkowo myślałem o użyciu wyłącznie połączenia zieleni i bieli na czarnym tle w całej stronie, w miarę dodawania warstw treści i funkcjonalności zaczęło mi to nie wystarczać. A raczej: marnowało potencjał.
Tak, estetycznie działało: cofało cię do początków świata cybernetyki, do tych ekranów CRT z ogromnym tyłem, które pokazywały zielony tekst na ciemnym tle.
Ale może dlatego, że grałem we wszystkie WipEouty , żeby napisać artykuł, i dałem się ponieść ich estetyce, zachciało mi się zamienić retrofuturyzm na acid i cyberpunk. Rozszerzyłem więc gamę kolorów do:
- Czysta zieleń (#00FF00). Choć, no dobrze, jeśli mamy być precyzyjni, to raczej „Lime”. Jest główna i używana na stronie głównej, w artykułach i na stronach tagów.
- fuksja, dla artykułów z kategorii rozrywki i jej podkategorii.
- Cyjan, dla technologii.
- Pomarańczowy, ten sam z poprzedniego designu, zachowany dla artykułów biznesowych.
- Metaliczny niebieski, na wypadek gdybym w przyszłości stworzył jeszcze jedną kategorię.
- Żółty, który miał być dla tagów, choć ostatecznie zdecydowałem się zachować główną zieleń. Przynajmniej na razie.
Mając w głowie taki podział, najpierw testowałem najbardziej radykalne i skrajne odcienie (same „czyste” kolory szesnastkowe), ale potem trochę je złagodziłem, bo estetycznie bardziej mi to odpowiadało. Oto końcowy rezultat:

Funkcjonalnie mają znaczenie redakcyjne, które ci wyjaśniłem. Moim celem jest to, żeby każda kategoria była inną „mini home” i wyraźnie odróżniała się kolorem od pozostałych:

Głupota?
Prawdopodobnie, ale jak mówiłem wcześniej, zrobiłem stronę, którą chciałem zrobić.
Jeszcze jedno: jeśli się przyjrzysz, logo we wszystkich przypadkach pozostaje zielone. To coś, co rozważałem zmienić więcej niż raz i co przetestuję, gdy tylko skończę ten artykuł.
Struktura wizualna każdej strony
Choć blog i magazyn na pierwszy rzut oka mogą wyglądać podobnie, prawda jest taka, że gdy trochę podrapiesz powierzchnię, różnic jest sporo. Przynajmniej jeśli mówimy o blogach osobistych, jakim był mój.
W nich design bywa bardziej funkcjonalny, bardziej nastawiony na samą lekturę, bez wielkich popisów.
Magazyn — nie. Magazyn ma bardziej złożony design, zapewne przez szerszą tematykę, udział kilku autorów i zachętę, żeby użytkownik spędził w serwisie jak najwięcej czasu.
Rzecz w tym, że kiedy zdecydowałem się zmienić swoją stronę, porządnie nasiąknąłem gazetami i magazynami, które czytam na co dzień, a także innymi światowymi topami.
Z tym całym chaosem pomysłów, koncepcją strony, której chciałem, i funkcjonalnościami, które chciałem dodać — o tym więcej w następnym punkcie — zacząłem eksplorować różne możliwości.
Zacząłem najpierw od designu szablonu artykułów.
Szablon artykułów
Tutaj chciałem czegoś efektownego, bo choć w tutorialu pierwsze wrażenie nie ma absolutnie kluczowego znaczenia — oczywiście przy zachowaniu minimum designu i UX — to w artykułach rozrywkowych ma już znaczenie.
Dlatego teraz otwieram sekcją Hero ze scrollem parallax, z ogromnym obrazem tła (1920x1080px), który na PC wygląda całkiem spektakularnie, bo widać go na pełnym ekranie niezależnie od monitora (od 1024px szerokości aż po 4K).

I tak, mówię o PC. Bo w moim przypadku większość czytelników wchodzi z tych urządzeń, a nie z telefonu, najpewniej przez tematykę artykułów, które publikowałem do tej pory.
Następnie dodałem sidebar po prawej, z modułem zapisu do newslettera, innymi powiązanymi artykułami i moimi rekomendacjami.
Celem było zwiększenie liczby odsłon stron, ale po wrzuceniu tego na produkcję i utrzymaniu przez tydzień metryki spadły, więc cofnąłem zmianę i przeniosłem artykuły powiązane i rekomendowane pod post (z odpowiednim liftingiem dopasowanym do nowego look&feel) oraz stworzyłem stały dolny pasek , który towarzyszy czytelnikowi podczas scrollowania i ma trzy funkcje:
- Zapis do newslettera.
- Dodanie mojej strony do ulubionych w Google.
- Spis treści do nawigowania po zawartości artykułu, bo zwykle są dość długie.
Możesz to zobaczyć tutaj:

Kolejną zmianą, która zajęła mi trochę czasu, było przeprojektowanie stylu nagłówków w artykułach.
Używam wielu H2 i H3, a czasem (jak w tym artykule) dochodzę nawet do H5. Dlatego potrzebowałem, żeby odróżniały się wizualnie czymś więcej niż tylko rozmiarem pisma.
Poświęciłem sporo czasu na testowanie różnych stylów, aż trafiłem na taki, z którego jestem zadowolony. Tutaj H2, będące ogólnymi epigrafami, bardzo dobrze oddzielają treści białą dolną linią, a H3 dobrze wyróżniają się wizualnie dzięki zielonej linii bocznej:

Strona główna
Po przeprojektowaniu szablonu artykułów przyszła kolej na stronę główną.
Ta była ważna, bo miała zdefiniować wszystkie pozostałe szablony (listy kategorii i tagów).
W tym sensie struktura była jasna: chciałem modułową stronę główną , w której każda kategoria i jakiś tag miałyby własne miejsce.
Miałem też jasność, że nie chcę, żeby wszystkie moduły były identyczne, tylko żeby pojawiły się pewne zmiany struktury, które przełamią dynamikę.
Poza tym chciałem, żeby była bardzo dynamiczna i stale się aktualizowała, biorąc pod uwagę ilość treści, które zamierzam tworzyć. Jeśli chcesz, żeby użytkownik wchodził na twoją stronę codziennie, nie może zawsze widzieć tej samej statycznej strony głównej.
I oczywiście chciałem zachować futurystyczny cyberpunkowy klimacik, zarówno w kolorach, jak i w usunięciu tego, co zbędne. Czyli: pierwszoplanowa rola tekstu i obrazu, bez żadnej ikonki, która czyniłaby propozycję bardziej przyjazną.
Taki był wynik:

Strony głównych kategorii
Kiedy miałem już stronę główną, design głównych kategorii poszedł jej tropem, zmieniając zieleń na kolor odpowiadający danej kategorii.
Choć design nie jest taki sam, trzyma się tych samych linii, dodając górny moduł z prostokątami , które linkują do każdej podkategorii i dobrze pokazują, czego można spodziewać się w środku:

W tym sensie spodobało mi się, jak wyszedł responsive, bo przekształciłem ten moduł w karuzelę, tak aby pierwsze zdjęcie było widoczne bez konieczności scrollowania.
Poza tym sidebar jest stały i towarzyszy użytkownikowi przez cały scroll, dzięki czemu formularz zapisu do newslettera jest bardzo wyeksponowany i obecny.
Podkategorie i tagi
Ze względu na ich mniejsze znaczenie hierarchiczne chciałem uprościć ich design.
Tutaj nie ma już wielu modułów, tylko dwa — i nie zawsze:
- Moduł z czterema wyróżnionymi artykułami, który pojawia się tylko wtedy, gdy podkategoria albo tag ma więcej niż 6 artykułów.
- Moduł z 15 najnowszymi artykułami, wraz z sidebarem.
Prosto i funkcjonalnie:

Jak widzisz, linki do tagów zostały zielone. To kwestia spójności redakcyjnej, bo właśnie taki kolor — na razie — pokazują tagi.
Zmiany designu elementów ogólnych
Menu zmieniło się dość mocno: po pierwsze dlatego, że usunąłem z niego funkcjonalność js, która wykonywała animację otwierania i która na mobile mi się nie podobała.
Po drugie, zostawiłem ikonę hamburgera dużo większą i czystszą, także na mobile.
Po trzecie, zmieniłem kolor każdego linku przy hoverze, wiążąc go z kolorem każdej kategorii (cyjan, fuksja i pomarańczowy).
Zmieniłem też footer, zostawiając tam wszystkie strony z oryginalnej strony firmowej, bo mają pewne pozycjonowanie, które daje mi ruch, a także kilka mocnych linków:

Odrzucone pomysły designowe
Są trzy rzeczy, które prawdopodobnie wdrożę w przyszłości, ale na razie zostały poza projektem.
Pierwsza to użycie żółtego w tagach:

Przetestowałem to i działało dobrze, ale uznałem, że to już za dużo zmian, choć nie mam pełnej pewności i może zmienię to razem z następnym punktem.
Czyli użyciem logo w wielu kolorach, w zależności od sekcji strony, w której się znajdujesz. Coś takiego:

Podoba mi się, choć idzie w parze z poprzednim punktem i choć mam jasność, że jest „zbyt mało korporacyjne”, prawda jest taka, że efekt mi się podoba.
Ostatnim punktem designu, który odrzuciłem od początku, było rezerwowanie miejsc na reklamę.
To pomysł na monetyzację, który mam z tyłu głowy, ale dopóki nie uda mi się zwiększyć obecnego ruchu dziesięciokrotnie, nawet nie będę go rozważał.
Rozszerzenie funkcjonalności
Stara strona była stroną firmową i była przygotowana konkretnie do dwóch rzeczy:
- Pozyskiwania leadów.
- Sprzedaży szkoleń.
Potrzeby nowej są dość inne.
Na początek przez zarządzanie treściami na stronie głównej i w kategoriach. To już nie jest tak, że posty pojawiają się chronologicznie, tylko trzeba móc zarządzać nimi ręcznie, żeby niektóre posty mogły pojawiać się tam, gdzie wolę, według kryteriów strategicznych.
Tę część musiałem opracować, korzystając z odrobiny prac deweloperskich i wtyczki ACF (Advanced Custom Fields), bardzo użytecznej wtyczki, której nie powinieneś tracić z oczu.
Inna część, którą musiałem opracować z tą samą wtyczką, to wszystkie teksty ze strony głównej, kategorii, podkategorii i tagów.
Tak, mogłem wrzucić to w kod i nic by się nie stało… gdybym nie chciał tłumaczyć strony na kilka języków. W tej formie tekstami zarządza się z administracji WordPressa w każdym języku i w prosty sposób.
Oczywiście wszystkie boczne moduły postów powiązanych i rekomendowanych są nowe. Tak samo jak brak możliwości, żeby post pojawił się więcej niż raz na stronie głównej i w kategoriach. Czyli nawet jeśli logicznie post mógłby pojawić się w dwóch modułach (bo ma dwie kategorie nadrzędne, co może się zdarzyć), nie robi tego dzięki odrobinie kodu.
Dodałem też pewne rzeczy, które moim zdaniem mogą być użyteczne dla czytelnika, takie jak szacowany czas czytania każdego posta i kategoria, do której należy (oraz link, żeby mógł do niej przejść) na stronach list i dolny pasek , o którym wspominałem wcześniej, we wpisach.
W samych wpisach dodałem też specjalne sekcje dla recenzji:
- Ocena (moja ocena filmu, gry, książki albo serialu).
- Sekcje Dla kogo jest i Dla kogo NIE jest, gdzie podsumowuję typ osoby, która będzie lub nie będzie cieszyć się daną pozycją.
- Karta techniczna z istotnymi danymi.

Ale mimo tych wszystkich zmian jeszcze nie skończyłem. Właściwie powiedziałbym, że najgrubsze dopiero przede mną.
Rzeczy do zrobienia
No tak, mimo że strona już wyszła, zostało mi kilka rzeczy do zrobienia, w tym jedna dość konkretna, jak ta poniżej.
Wtyczka do półautomatycznego tłumaczenia
Jedną z głównych funkcji, które chcę dodać stronie, jest półautomatyczne tłumaczenie każdego posta z pomocą AI.
I zrobienie tego dobrze.
Bo to nie jest tylko wzięcie tekstu, wrzucenie go do Claude i poproszenie o angielski.
Co to, to nie. Chodzi o to, żeby poprawnie przetłumaczyć:
- Tekstową treść wpisu.
- Linki wewnętrzne.
- Alty obrazów, w tym wyróżnionych.
- Atrybuty SEO (title, URL, description).
- FAQ i inne pola niestandardowe.
- Spis treści z automatycznie wygenerowanymi anchorami.
- Automatycznie wygenerowany schema.
- Oczywiście wraz z hreflang oraz przetłumaczonymi kategoriami i tagami.
W tym celu mój pomysł to zbudować proces z krokami ręcznymi i automatycznymi, uruchamiany po opublikowaniu artykułu po hiszpańsku, tak aby wszystkie powyższe punkty były perfekcyjnie przetłumaczone.
Chodzi o to, żeby pomnożyć liczbę adresów URL przez pięć, bo uważam, że treść może być równie interesująca dla Hiszpana, Portugalczyka czy Francuza.
Rzecz w tym, że zbudowanie systemu, którego chcę — wtyczki uzupełniającej Polylang — zajmie mi sporo czasu, zanim będzie naprawdę dopracowany.
A potem trzeba jeszcze zobaczyć zarówno obciążenie, jakie doda do publikacji każdego artykułu, jak i czas, który będę mógł poświęcić na tłumaczenie istniejących tekstów.
To niezły temat do rozgryzienia.
Analityka
Choć cała funkcjonalność dolnego paska jest już otagowana, brakuje mi trackowania wszystkich kliknięć w każdym module i linku na home i w kategoriach.
Da się to zrobić względnie szybko, zwłaszcza jeśli użyjesz ChatGPT zarówno do planu analitycznego, jak i do wykonania zmian w GTM. W pół poranka mam to bardziej niż gotowe.
Kolory
Im dłużej piszę ten artykuł, tym bardziej mam jasność, że zmienię kolor stron tagów na żółty i że kolor logo będzie dynamiczny w zależności od sekcji strony, w której się znajdujesz.
Teksty
Napisałem je w wielkim pośpiechu, żeby wystartować, więc jasne jest, że zasługują na przegląd. Prawdopodobnie moment rozpoczęcia tłumaczeń będzie dobry.
Monetyzacja
To jedyna rzecz, o którą — zaskakująco — pyta mnie moja partnerka.
Nie widzi tak jasno tego poświęcania tylu czasu czemuś, co nie płaci za pieluchy Enrique, ale na razie będę tylko dorzucał trochę linków afiliacyjnych.
Później zobaczymy.
Na krótką metę monetyzacja nie jest celem; najpierw trzeba rozwinąć projekt.
Kolejne kroki
Oprócz wszystkiego, o czym mówiłem w poprzednim punkcie i co domknę w krótkim terminie, zostają rzeczy, których nie widzę jako niezbędne i których nie miałem w roadmapie, ale które moim zdaniem powinienem zrobić.
SEO
Teraz nie jest priorytetem. Jest dobra baza i wiem, że reszta przyjdzie, ale mimo to będę musiał:
– Przetestować wydajność nowych designów strony głównej, kategorii i tagów.
– Uruchomić Screaming Frog na całej stronie, żeby wykryć możliwe błędy związane ze zmianą.
– Przeanalizować i zdecydować, czy przekieruję stare strony firmowe na obecne URL-e kategorii albo postów, żeby utrzymać SEO, bo niektóre strony firmowe mają mocne backlinki.
– Przekierować niektóre strony na inne z powodu rekategoryzacji strony.
Przegląd szczegółowy
Jest więcej niż prawdopodobne, że są sekcje strony, które będę musiał lepiej przejrzeć, jak niektóre wtyczki dorzucające kod albo cała konfiguracja Yoast na poziomie danych projektu.
Jak w przypadku SEO, nie spieszy mi się. Najważniejsza jest teraz wielojęzyczność. Kiedy z tym skończę, pogadamy.
Wyszukiwarka semantyczna
Nie miałem tego w roadmapie, ale wspomniał mi o tym mój przyjaciel Rafa Casas, jeden z najlepszych copywriterów w tym kraju i człowiek bardzo obeznany z tematami AI, więc myślę, że dam temu chwilę namysłu , żeby zobaczyć, co mogę dodać i jak.
I na tym definitywnie zamknęłaby się wersja 1.0 Cultura Digital.
Wnioski
Choć może w to nie wierzysz, to jest wersja skrócona wszystkiego, co oznaczała dla mnie zmiana strony.
I mimo że samą grubą robotę wykonałem w półtora dnia dzięki Codex, prawda jest taka, że planowanie rozwijało się miesiącami w mojej głowie.
Z całego tego wywodu chcę, żeby zostało ci przede wszystkim to, że to publikacja, która chce dawać ci pomysły , abyś oszczędzał czas i pieniądze w życiu osobistym i zawodowym, a dzięki temu żył lepiej.
To ostateczny cel tego wszystkiego.
Chociaż prawda jest taka, że bardzo dobrze bawiłem się przy nadawaniu temu kształtu. Zawsze mówiłem, że jedną z rzeczy, które najbardziej lubię w całej swojej pracy, jest robienie stron, i po raz kolejny stało się to dla mnie jasne.
Mam nadzieję, że jeśli dotarłeś aż tutaj, posłużyło ci to jako pomysł albo inspiracja, a jeśli masz jakiekolwiek pytanie o proces, zostaw komentarz pod spodem, a odpowiem.
A jeśli nie masz pytania, tylko chcesz wyrazić opinię za lub przeciw jakiejś części albo całemu projektowi, również zapraszam. Będę bardzo wdzięczny.
Najczęstsze pytania
Czym jest Cultura Digital?
Cultura Digital to magazyn online o technologii, rozrywce i biznesie.
Jakimi tematami zajmuje się Cultura Digital?
Tutoriale, AI, gadżety, filmy, seriale, komiksy, gry wideo, produktywność, oszczędzanie, inwestowanie i biznes cyfrowy.
Dlaczego powstaje Cultura Digital?
Powstaje jako ewolucja dawnego bloga, żeby pisać swobodniej o tematach cyfrowych i kulturalnych.
Czy Cultura Digital zastępuje dawny blog?
Tak, rozszerza go. Treści biznesowe zostają, ale teraz współistnieją z technologią i rozrywką.
Jaki jest cel Cultura Digital?
Podsuwać użyteczne pomysły, żeby oszczędzać czas, odkrywać narzędzia, lepiej wybierać i lepiej żyć.
Dlaczego ma ciemny i cyberpunkowy design?
Bo szuka bardziej wizualnej, redakcyjnej i osobistej tożsamości, z dala od wcześniejszego wyglądu korporacyjnego.
Co oznaczają kolory strony?
Zieleń to główny kolor; cyjan to technologia, fuksja to rozrywka, a pomarańczowy to biznes.
Czy Cultura Digital będzie używać sztucznej inteligencji?
Tak, zarówno do przyspieszenia prac deweloperskich, jak i do tworzenia nowych funkcji oraz tłumaczeń.
Czy będzie dostępna w innych językach?
Pomysł polega na przetłumaczeniu strony na kilka języków za pomocą półautomatycznego systemu wspieranego przez AI.
Czy Cultura Digital chce monetyzować od początku?
Nie. Najpierw chce rosnąć, publikować treści i zweryfikować projekt.
Jak często będą publikowane nowe treści?
Celem jest publikowanie co najmniej jednego artykułu dziennie przez rok.
Czym Cultura Digital różni się od strony firmowej?
Nie jest pomyślana wyłącznie po to, żeby sprzedawać usługi, lecz żeby publikować, rekomendować i odkrywać użyteczne pomysły.

Dodaj komentarz