Era 16-bitowych konsol była bardzo ciekawa.
Naprzeciw siebie stały dwa giganty tamtych czasów, Nintendo i Sega, a obok nich SNK skupione na segmencie premium i salonach arcade, z maszyną adekwatną do swojej ceny.
Pod względem grafiki Neo Geo było technicznie znacznie powyżej Super Nintendo i Mega Drive –Genesis na rynku amerykańskim- ale prawda jest taka, że na tych dwóch konsolach były gry, które dzięki wykorzystaniu różnych zalet swoich układów graficznych potrafiły zaoferować równie zaskakującą oprawę artystyczną.
W tym artykule przedstawiam 10 najbardziej wyróżniających się gier na SNES. Mam też podobne zestawienia z 10 grami z najlepszą grafiką na Mega Drive oraz 10 grami z najlepszą grafiką na Neo Geo.
Mam nadzieję, że podczas czytania wrócą wspomnienia, które mają tylko ci z nas, którzy przeżyli tamtą epokę. A może nawet odkurzysz swojego R36S i zagrasz partyjkę, bo właśnie to przydarzyło mi się podczas pisania tych artykułów.
Uwagi
Kilka rzeczy, które chcę, żebyś wiedział o moich kryteriach wyboru.
Są gry na Super Nintendo, które świetnie wyglądają na zrzucie ekranu: mają duże, szczegółowe sprite'y, dopracowane tła i groźnych przeciwników. Ale kiedy widzisz je w ruchu, wydają się ociężałe.
Animacji jest mało, brakuje klatek albo ruchy wyglądają sztucznie. Wtedy w moich oczach sporo tracą.
Dwa wyraźne przykłady: ActRaiser 2, ze swoimi przeładowanymi sceneriami i ogromnymi stworami; jego animacje zawsze wydawały mi się sztywne.
Tak samo mam z Super Castlevania IV. Doceniając wszystko, co robiło już w 1991 roku, u zarania Super Nintendo, z efektownymi obrotami, ruch Simona zawsze wydawał mi się bliższy temu, co oglądaliśmy na NES. Szkoda, bo to świetna gra.
Żadnej z nich nie ma na liście, bo oceniałem, jak wyglądają w ruchu: animację, wielkość i szczegółowość postaci, efekty, liczbę elementów na ekranie, różnorodność i kierunek artystyczny. To wrażenie, że oglądasz coś naprawdę zaskakującego, bardzo zaawansowanego jak na konsolę 16-bitową albo pokazanego ze świetnym wyczuciem estetyki.
To tłumaczy jedną bardzo oczywistą nieobecność: nie ma tutaj Star Fox , Stunt Race FX ani innych gier wykorzystujących Super FX do wyświetlania wielokątów. Historycznie były niezwykłe, ale ich puste scenerie, niska płynność, wielokąty bez tekstur i ledwie rozpoznawalne kształty są dziś zbyt prymitywne. Uważam wręcz, że obecnie bardziej pokazują ograniczenia SNES niż jej moc.
Nie jest to odrzucenie Super FX jako takiego. Yoshi’s Island również go wykorzystuje i zajmuje pierwsze miejsce na liście. Różnica tkwi w efekcie: w grze z dinozaurem transformacje 2D nadal świetnie działają, podczas gdy pierwsze wielokąty zestarzały się znacznie gorzej.
Zobaczysz natomiast, że na Mega Drive uwzględniłem Virtua Racing, bo grafika tej gry wydaje mi się po prostu znacznie lepsza. Co więcej, nie uważam, by umniejszała możliwości konsoli tak, jak robią to gry z Super NES.
Dobrze, skoro kryteria są już jasne, przejdźmy do listy ułożonej od dobrych do niewiarygodnych.
10. Super Turrican 2
Stworzone przez Factor 5 i wydane przez Ocean w 1995 roku.
Pierwszą dziesiątkę zamyka Super Turrican 2.
Gra, która nie ma najbardziej wyrazistego kierunku artystycznego na tej liście. Część przeciwników i scenerii ma ten nieco generyczny, metaliczny wygląd typowy dla lat dziewięćdziesiątych.
Wystarczy jednak zagrać kilka minut, by zrozumieć, dlaczego trafiła do zestawienia: Factor 5 zamieniło każdy etap w inną demonstrację techniczną.
Są tu wyścigi z dużą prędkością, ogromne statki, tunele, obroty, pojazdy, wielowarstwowe tła i sekcje, w których sama sceneria staje się bohaterem.
Jego największą zaletą nie jest konkretny zrzut ekranu, lecz liczba zmian graficznych zachodzących w trakcie gry, między innymi dzięki Mode 7. To katalog efektów zbudowany wokół run and gun.
Czy warto zagrać dziś?
Tak, bo nadal jest to intensywna i zróżnicowana gra akcji, choć lepiej sprawdza się jako demonstracja techniczna niż jako szczytowe osiągnięcie serii.
9. Killer Instinct
Stworzone przez Rare i wydane przez Nintendo w 1995 roku.
Wersję arcade Killer Instinct stworzono po to, by pokazać, czego możemy oczekiwać od następnej generacji konsol Nintendo.
Postacie modelowano i renderowano w 3D na komputerach Silicon Graphics, a następnie przekształcano w obrazy dwuwymiarowe. W sprite'y, ale nie rysowane ręcznie, jak robiono to wcześniej.
Ze względu na ograniczenia SNES port wymagał drastycznego ograniczenia animacji, dźwięku, kolorów i ruchu tła bez utraty tożsamości oryginału.
Rare nie stworzyło niezwykle wiernej konwersji, ale stworzyło znakomitą.
Wojownicy są duzi, zachowano liczbę ataków, cząsteczki wypełniają ekran, a areny nadal dają większe poczucie głębi niż ówczesne Street Fightery.
Mimo niższej liczby klatek niż w arcade, usunięcia części efektów i pogorszenia dźwięku powstała świetna, zaskakująco efektowna gra, graficznie zdecydowanie ponad średnią konsoli.
Czy warto zagrać dziś?
Nie, chyba że z ciekawości historycznej, bo wersja arcade zachowuje ten sam charakter przy znacznie lepszej animacji, szczegółowości i jakości dźwięku.
8. Axelay
Stworzone i wydane przez Konami w 1992 roku.
Gra, która pokazała różnicę między 8 a 16 bitami.
Fakt, że Axelay ukazało się w 1992 roku, przed większością gier z rankingu, sprawia, że jego grafika zasługuje na jeszcze większe uznanie.
W tym shoot’em up ze statkami Konami przeplatało etapy poziome z widokiem z góry, gdzie sceneria pojawia się na horyzoncie, nieuchronnie zbliża do gracza, a po dotarciu do niego zakrzywia się pod statkiem.
Wow!
Co ciekawe, przez lata powtarzano, że efekt ten korzystał z Mode 7. To nieprawda.
Gra zmienia pionowe przesunięcie tła w różnych liniach obrazu, tworząc efekt walca. Nie przedstawia trójwymiarowej podłogi, lecz oszukuje oko, selektywnie rozciągając i przesuwając powierzchnię 2D.
Etapy boczne również nie zadowalają się zwykłym shoot ’em up. Są tu przezroczystości, deformująca się lawa, wielkie konstrukcje, segmentowani przeciwnicy i jedni z najbardziej pamiętnych bossów na SNES.
Maszyny z drugiego poziomu nie tylko przemieszczają się po ekranie: ich nogi i części poruszają się z koordynacją, która nadal robi wrażenie.
Czy warto zagrać dziś?
Tak, bo nadal jest to oryginalny, bardzo grywalny i wizualnie odmienny shoot ’em up.
7. Chrono Trigger
Stworzone i wydane przez Square w 1995 roku.
Tutaj nie jestem obiektywny, bo razem z Final Fantasy VI to moja ulubiona gra na tej konsoli.
Z wielu powodów, głównie związanych z rozgrywką. Ale także przez projekt artystyczny made in Toriyama (ten od Dragon Ball), który Square znakomicie przełożyło na piksele.
Tak, Chrono Trigger jest najmniej amazing tytułem w rankingu. Nie zapełnia ekranu sprite'ami i nie próbuje zaskakiwać nowym efektem w każdej scenie. Ale zamieniło pixel art w narzędzie narracyjne.
Square musiało przedstawić różne epoki (prehistorię, średniowiecze, świąteczną teraźniejszość, zniszczoną przyszłość i magiczne królestwo zawieszone nad chmurami) i połączyć je w jednym świecie.
Co więcej, artyści Square potrafili przełożyć projekty postaci Akiry Toriyamy na sprite'y, które za pomocą bardzo niewielu pikseli pokazywały zaskoczenie, humor, zmęczenie lub strach.
To gra, w którą możesz dziś zagrać bez żadnego problemu. A jej szczegóły zaskoczą cię nie raz.
Czy warto zagrać dziś?
Tak, bo tempo, system walki i kierunek artystyczny nadal należą do ścisłej czołówki najlepszych RPG w historii.
6. Maui Mallard in Cold Shadow
Stworzone przez Disney Interactive i wydane na SNES przez Disney i Nintendo w latach 1996–1997, zależnie od regionu.
Jako reprezentanta wielu znakomitych gier Disneya z epoki 16 bitów wybrałem właśnie tę.
Bo choć Maui Mallard in Cold Shadow zginęło nieco w cieniu końca komercyjnego życia SNES, wystarczy zobaczyć je w ruchu, by odkryć jedną z najbardziej wyrafinowanych animacji na konsoli.
Maui kuca, skacze, wyciąga broń i reaguje z łatwością postaci z kreskówki. Gdy zmienia się w Cold Shadow, zmieniają się jego postawa, sposób poruszania i animacje.
Creative Capers Entertainment, studio stworzone przez weteranów Disney i Sullivan Bluth, przeniosło do pikseli zasady tradycyjnej animacji, takie jak przygotowanie ruchu, deformacja i skrajne pozy.
Rezultat przypomina Earthworm Jim -które zobaczymy później- ale zachowuje disneyowską tożsamość. Scenerie dodają przezroczystości, światło i bardzo bogatą paletę kolorów.
Czy warto zagrać dziś?
Mam wątpliwości, bo animacja nadal jest znakomita, ale sterowanie nie dorównuje grafice. Mimo to możesz dać jej szansę.
5. Rendering Ranger: R2
Stworzone przez Rainbow Arts i wydane przez Virgin Interactive wyłącznie w Japonii w 1995 roku.
To najprawdopodobniej najmniej znana gra na liście, mimo że jej twórca, Manfred Trenz, jest tym samym człowiekiem, który stworzył znacznie popularniejszą serię Turrican. Po prostu wydano ją w bardzo małym nakładzie.
Ale bardziej znane nie znaczy lepsze. Przynajmniej pod względem grafiki.
Bo Rendering Ranger: R2 wydaje się odpowiadać na kilka pytań: ile rzeczy może wybuchnąć jednocześnie na Super Nintendo, zanim wybuchnie sama konsola? I czy da się to zrobić z prerenderowaną grafiką w stylu Donkey Kong Country lub wspomnianego wcześniej Killer Instinct?
Projekt rozpoczął się pod nazwą Targa i z tradycyjnymi rysunkami, ale sukces Donkey Kong Country popchnął twórców w stronę prerenderowanych modeli zamienianych na sprite'y. Stąd wziął się świat metalowych powierzchni, pancerzy i maszyn.
Nie ma ciepła Yoshi’s Island ani osobowości Earthworm Jim 2, ale łączy swoją estetykę z akcją, która rzadko daje ekranowi chwilę wytchnienia.
Trenz połączył typową boczną akcję run’n gun z etapami shoot ’em up ze statkami, wypełniając oba rodzaje poziomów przeciwnikami, pociskami, eksplozjami, dymem i ogromnymi bossami zajmującymi sporą część ekranu.
Czy warto zagrać dziś?
Tak, szczególnie w nowym wydaniu, bo najlepsze etapy nadal są świetne, choć poziom trudności i sekcje piesze bywają nierówne.
4. Earthworm Jim 2
Stworzone przez Shiny Entertainment i wydane przez Playmates Interactive w 1995 roku.
Poza wyjątkami, takimi jak adaptacje Disney, większość platformówek z tamtej epoki miała postacie z prostymi animacjami.
Nawet gry z ich maskotkami, Mario i Sonic, choć świetne, nie oferowały szerokiego zestawu animacji.
Ale wtedy pojawił się Earthworm Jim. A potem jego sequel.
Jego ciało dżdżownicy w umięśnionym kosmicznym kombinezonie można było rozciągać, zgniatać, używać jak bicza lub helikoptera, wykręcać… Znacznie więcej niż typowe skoki i strzelanie we wszystkie strony w ówczesnych platformówkach akcji.
Do tego kombinezon reagował na każdy ruch, a animacje bezczynności były małymi żartami.
To była obfita animacja z własną osobowością, podporządkowana bardzo charyzmatycznej oprawie artystycznej o innym, atrakcyjnym stylu.
Shiny wykorzystało swój system Animotion do przeniesienia tradycyjnych rysunków na konsole. Pierwsza część już pokazała rezultaty, druga dodała spadochron ze śluzu, transformacje i etapy nieustannie zmieniające mechanikę oraz perspektywę. Jim może biegać, pływać przemieniony w jelitopodobne stworzenie albo brać udział w konkursach równie absurdalnych jak on sam.
A wszystko dobrze połączone pod bardzo wyrazistą tożsamością graficzną. Dlatego gra zatrzymuje się tuż za podium.
Czy warto zagrać dziś?
Tak, bo animacja i humor nadal są wyjątkowe, choć zmienna struktura jest mniej spójna niż oprawa artystyczna.
3. Street Fighter Alpha 2
Stworzone przez Capcom i wydane na SNES w 1996 roku.
Wchodzimy do pierwszej trójki z konwersją, która wydawała się niemożliwa.
Capcom zdołało bowiem przenieść Street Fighter Alpha 2 na Mózg Bestii, czego nikt obeznany wtedy ze światem gier nie byłby w stanie sobie wyobrazić.
Oczywiście nie była to idealna konwersja -wersje 32-bitowe, zwłaszcza Saturn, są bliższe arcade-, ale wojownicy byli duzi, kolorowi i szczegółowi oraz mieli znacznie więcej klatek niż ci ze Street Fighter II.
Aby pomieścić tyle grafiki, kartridż zawierał S-DD1, układ wyspecjalizowany w dekompresji danych. Zasoby pozostawały skompresowane w ROM-ie, a chip przygotowywał je wtedy, gdy konsola ich potrzebowała. Nie poprawiał rysunków ani nie zmieniał SNES w maszynę 32-bitową, lecz „tylko” pozwalał używać wyjątkowo dużej ilości danych.
W zamian przed każdą walką pojawia się przerwa, podczas której postacie są przygotowywane do dekompresji danych. Nawet z pomocą układu trzeba było usunąć część klatek, dźwięk stracił na jakości, a niektóre akcje powodują spowolnienia.
Czy to najlepszy Street Fighter na SuperNES? Prawdopodobnie nie -moim ulubionym pozostaje wersja Super – ale graficznie nie ma konkurencji.
Czy warto zagrać dziś?
Nie, chyba że po to, by podziwiać konwersję, bo wersje arcade i Saturn oferują znacznie większą płynność, szczegółowość i lepszy dźwięk.
2. Donkey Kong Country 3: Dixie Kong’s Double Trouble!
Stworzone przez Rare i wydane przez Nintendo w 1996 roku.
Przechodzimy na drugie miejsce z najbardziej zaawansowaną technicznie grą na konsoli.
Pierwsze Donkey Kong Country było trzęsieniem ziemi. Drugie, dopracowaniem. A trzecie, techniczną perfekcją.
Rare było już mistrzem prerenderowanej grafiki i przedstawiało w dwóch wymiarach, za pomocą pikseli, wcześniej wyrenderowane modele 3D, dopasowując sprite'y do surowych ograniczeń rozdzielczości, pamięci i kolorów SNES.
Trzecia część poszła jeszcze dalej: odbicia w wodzie, śnieg, mgła, drewno, klify, przemysłowe wnętrza oświetlone kolorowym światłem i niezwykle płynne animacje.
Wiele etapów ma własne zasady wizualne: piła niszcząca scenerię, burze, zmiany oświetlenia czy pojazdy.
Tak, seria straciła element zaskoczenia i poprzednia część była zapewne bardziej kompletna jako całość, ale graficznie ten styl nie ma sobie równych.
Czy warto zagrać dziś?
Tak, bo projekt poziomów i różnorodność nadal świetnie się bronią. Powiem więcej: jeśli nie grałeś, zagraj w całą trylogię. Ale jeśli możesz wybrać tylko jedną część, wybierz drugą.
1. Super Mario World 2: Yoshi’s Island
Stworzone i wydane przez Nintendo w 1995 roku.
Dotarliśmy do numeru jeden. Graficznego szczytu Super Nintendo.
A jest nim oczywiście Super Mario World 2: Yoshi’s Island . Gra o niezapomnianym wyglądzie.
Nintendo mogło odpowiedzieć na Donkey Kong Country naśladując jego rendery. Zresztą zrobiło to w Super Mario RPG. Ale nie tutaj.
Zamiast gonić za pseudo-3D realizmem, wybrało przeciwną drogę: świat wyglądający tak, jakby utalentowane dziecko narysowało go kredkami, ołówkami i flamastrami.
Za tą ręcznie rysowaną estetyką kryje się imponujący pokaz techniczny. W moim przypadku największe wrażenie robiło oświetlenie i połysk scenerii (mówimy o pikselach, nie wielokątach), choć obracające się otoczenie, przeciwnicy zmieniający rozmiar, falujące tła, gigantyczne sprite'y oraz cały ekran deformujący się, gdy Yoshi dotyka Fuzzy, są równie zaskakujące.
Nie wspominając oczywiście o animacjach. Prostych, ale wykonanych z godną podziwu starannością, zarówno dla głównego duetu, jak i przeciwników, z ogromną ekspresją.
A wszystko spójne dzięki temu stylowi artystycznemu pozornie prostemu, ale w rzeczywistości znakomitemu.
Aby osiągnąć taki efekt, kartridż zawierał układ Super FX GSU-2, znany jako Super FX 2. Była to rozwinięta wersja koprocesora stworzonego przez Argonaut dla Star Fox, ale Nintendo wykorzystywało go tu głównie do obliczeń i transformacji 2D, takich jak obroty i skalowanie.
Czy warto zagrać dziś?
Tak, zdecydowanie, pod każdym względem: rozgrywka, projekt poziomów i styl wizualny zachowały całą świeżość. Trudniej go opanować niż Super Mario World, ale wizualnie nie ma porównania.
Pięć gier, którym niewiele zabrakło
Gry powyżej to ścisła czołówka. Najlepsze z najlepszych pod względem grafiki. Ale jest też kilka tytułów, które były bardzo blisko. Oto kolejnych pięć.
Star Ocean
Stworzone przez tri-Ace i wydane przez Enix w Japonii w 1996 roku.
Był to jeden z największych kartridży na Super Famicom (tak nazywała się konsola w Japonii) i, obok Street Fighter Alpha 2, jedyny korzystający z S-DD1. Układ ten dekompresował grafikę i mapy, umożliwiając tworzenie scenerii o wyjątkowej gęstości i różnorodności.
Nie trafia na listę, bo jego techniczne osiągnięcie jest mniej widoczne niż kierunek artystyczny Chrono Trigger. Obecnie remake Star Ocean: First Departure oferuje tłumaczenie i jest bardziej przystępny, choć całkowicie zmienia estetykę.
Czy warto zagrać dziś?
Nie jako pierwszy wybór, bo First Departure jest bardziej przystępne, choć oryginał pozostaje ciekawy dla fanów pixel artu i technicznej historii SNES.
Super Metroid
Stworzone przez Nintendo R&D1 i Intelligent Systems oraz wydane przez Nintendo w 1994 roku.
Nie mamy tu do czynienia z oszałamiającą demonstracją techniczną, lecz z przykładem, jak gra konsolowa wykorzystywała światło, kolor, animację i projekt, by zmienić Zebes w wiarygodne miejsce.
Tak, przede wszystkim świetny projekt, który bez problemu wytrzymał próbę czasu, jest powodem, dla którego umieszczam tę grę na liście.
Czy warto zagrać dziś?
Tak, zdecydowanie. Eksploracja, atmosfera i projekt nadal mogą konkurować z najlepszymi współczesnymi metroidvaniami.
Donkey Kong Country 2: Diddy’s Kong Quest
Stworzone przez Rare i wydane przez Nintendo w 1995 roku.
Czas na pewną niesprawiedliwość. Bo bez wątpienia jest to jedna z gier, które powinny znaleźć się w pierwszej dziesiątce. Nie umieściłem jej tylko dlatego, że na liście jest już sequel, który graficznie wypada lepiej.
Tym razem Rare dopracowało prerendering z pierwszego DKC, dodając płynniejsze animacje, bardziej zróżnicowane palety i ciekawszy świat. Statki, bagna, ule, opuszczone parki rozrywki i twierdze tworzą przygodę mroczniejszą niż pierwsza część i bardziej kompletną niż trzecia.
Czy warto zagrać dziś?
Zdecydowanie, bo to najlepsza platformówka trylogii i jedna z najlepszych gier na SNES.
The Ninja Warriors Again
Stworzone przez Natsume i wydane przez Taito w 1994 roku.
Najbliżej, jak SNES kiedykolwiek zbliżyło się do Neo Geo.
Bohaterowie są ogromni, znakomicie animowani i dają różne wrażenia podczas gry. Kolory, cieniowanie, tła, animacja, a przede wszystkim rozmiar sprite'ów stawiają ją znacznie powyżej przeciętnej konsoli.
Czy warto zagrać dziś?
Nie jako pierwszy wybór, ponieważ The Ninja Saviors zachowuje jej istotę i poprawia niemal wszystko, choć sam kartridż nadal pozostaje technicznym cudem.
Kirby’s Dream Land 3
Stworzone przez HAL Laboratory i wydane przez Nintendo w 1997 roku.
Styl lekko spokrewniony z Yoshi’s Island, nieregularne linie, pastelowe kolory i ołówkowe faktury tworzą jedną z najbardziej charakterystycznych opraw na konsoli. Animacje sprawiają, że gra w ruchu zaskakuje jeszcze bardziej. I są ku temu dwa powody.
Pierwszy: ukazała się pod koniec cyklu życia konsoli, gdy twórcy znali już wszystkie jej tajemnice.
Po drugie, kartridż wykorzystuje SA-1, drugi procesor z tej samej rodziny co CPU SNES, ale znacznie szybszy i wyposażony w dodatkowe funkcje pamięci oraz transferu danych. Pomagał udźwignąć tak rozbudowaną oprawę graficzną.
Czy warto zagrać dziś?
Tak, szczególnie ze względu na styl i tryb kooperacji, o ile nie szukasz szybkiej albo wymagającej platformówki.
Wnioski
Super Nintendo ma prawdziwe dzieła sztuki pod względem wizualnym. I z różnych powodów.
Czy to przez czystą technikę, jak produkcje Rare; kierunek artystyczny, jak Chrono Trigger; animacje, jak Earthworm Jim; czy wszystko naraz, jak drugie Super Mario World.
Przy swojej śmiesznej rozdzielczości 256×224 pikseli -mniejszej niż NES- twórcy osiągali świetne rezultaty dzięki bardzo różnym decyzjom:
Yoshi’s Island , Street Fighter Alpha 2 , Star Ocean i Kirby’s Dream Land 3 korzystały z koprocesorów, ale każdy robił coś innego: Super FX transformował grafikę, S-DD1 dekompresował dane, a SA-1 wzmacniał moc obliczeniową.
Rare zamieniało modele 3D w sprite'y.
Shiny i Disney przenosiły zasady tradycyjnej animacji.
Konami deformowało tła, by stworzyć perspektywę.
Factor 5 zamieniało każdy etap w inną demonstrację.
I wszystko to razem tłumaczy, dlaczego wielokąty z Star Fox mogą być historycznie bardziej rewolucyjne, a jednocześnie dziś wyglądać bardziej przestarzale niż udawane ołówkowe kreski z Yoshi’s Island.
Bo efekt wizualny gry zależy nie tylko od mocy sprzętu, lecz także od tego, jak dobrze twórcy potrafią ukryć jego ograniczenia.
A przy okazji, jeśli spodobał ci się artykuł i chcesz poczytać więcej o wizualnej stronie ery 16 bitów, zostawiam tu kilka tekstów, które mogą cię zainteresować:
- 10 gier z najlepszą grafiką na Mega Drive.
- 10 gier z najlepszą grafiką na Neo Geo.
- Jak naprawdę wyglądały gry retro?
Najczęstsze pytania
Która gra na Super Nintendo ma najlepszą grafikę?
Dla mnie,Super Mario World 2: Yoshi’s Island. Łączy wyjątkowy kierunek artystyczny z transformacjami, skalowaniem, deformacjami i innymi efektami, które nadal potrafią zaskoczyć.
Która gra na SNES najdalej rozwinęła prerenderowaną grafikę?
Donkey Kong Country 3: Dixie Kong’s Double Trouble!. Rare dopracowało do maksimum technikę zamieniania prerenderowanych modeli 3D w sprite'y dla konsoli.
Dlaczego Star Fox nie znalazł się wśród gier na SNES z najlepszą grafiką?
Bo jego wielokąty były historycznie rewolucyjne, ale dziś puste scenerie, niska płynność i mało szczegółowe figury pokazują bardziej ograniczenia konsoli niż jej zalety wizualne.
Czy Yoshi’s Island używa układu Super FX?
Tak. Korzysta z Super FX GSU-2, znanego jako Super FX 2, głównie do obliczeń i transformacji grafiki 2D.
Czy Street Fighter Alpha 2 używał specjalnego układu?
Tak. Kartridż zawierał S-DD1, który dekompresował dane i pozwalał obsługiwać wyjątkowo dużą ilość grafiki jak na Super Nintendo.
Czy Star Ocean używał tego samego układu co Street Fighter Alpha 2?
Tak. Obie gry korzystały z S-DD1, choć wykorzystywały go do bardzo różnych potrzeb graficznych.
Czy Axelay korzysta z Mode 7 w słynnych pionowych etapach?
Nie. Efekt perspektywy powstaje przez zmianę przesunięcia różnych linii tła w celu deformowania powierzchni 2D.
Co brano pod uwagę przy wyborze gier do rankingu?
Nie tylko zrzuty ekranu, ale także animacje, wielkość i szczegółowość sprite'ów, efekty, liczbę elementów na ekranie, różnorodność oraz kierunek artystyczny.
Dlaczego Chrono Trigger znajduje się wśród gier na SNES z najlepszą grafiką?
Ze względu na kierunek artystyczny, różnorodność pokazanych epok i sposób, w jaki Square przełożyło projekty Akiry Toriyamy na bardzo ekspresyjne sprite'y.
Jaka jest jedna z najlepiej animowanych gier na Super Nintendo?
Maui Mallard in Cold Shadowwyróżnia się szczególnie dopracowanymi animacjami inspirowanymi zasadami tradycyjnej animacji.
Która gra jest technicznie najbardziej zaawansowana w rankingu?
Donkey Kong Country 3zajmuje to miejsce dzięki jakości prerenderowanej grafiki, animacji, efektów środowiskowych i różnorodności wizualnej.
Czy warto dziś grać w te gry na Super Nintendo?
Wiele z nich tak. Tytuły takie jakYoshi’s Island,Chrono Trigger,Donkey Kong Country 3,AxelaylubEarthworm Jim 2nadal bardzo dobrze sprawdzają się zarówno wizualnie, jak i pod względem rozgrywki.

Dodaj komentarz