Podszedłem do tego dzieła tak, jak podchodzę do wszystkich prac Paco Roki: z ochotą na parę spokojnych godzin, żeby usiąść na kanapie i cieszyć się dobrą historią, z dobrze zbudowanymi postaciami, która coś we mnie poruszy.
Zdarzało mi się to przy wszystkich jego dziełach, od tych bardzo dobrych (Zmarszczki, Dom), po te tylko dobre (Zima rysownika).
I przy tym też.
Tyle że do swojego zwyczajowego realizmu codzienności dodaje tu warstwę epiki?, która podnosi poziom.
Bardzo przyjemny i refleksyjny komiks.
Índice de Contenidos del Artículo
Szybka opinia
Koleje losu to bez wątpienia jeden ze szczytów Paco Roki i hiszpańskiego komiksu.
Ogromne dzieło nie tylko ze względu na historię, którą opowiada, ale także przez sposób, w jaki uświadamia nam, że jego bohaterowie są prawdziwymi ludźmi uwięzionymi w sytuacjach, które dziś wydają się nam niemal niewiarygodne.
To jeden z najmocniejszych punktów komiksu: czytać -i czuć- to, co przeżyli tamci mężczyźni, i myśleć o tym, jak wygodny jest nasz obecny świat w porównaniu z ich światem.
Bo wojny nadal istnieją -to oczywiste- ale patrzymy na nie z dystansu, który zamienia je w coś abstrakcyjnego. Ta książka sprowadza je na ziemię: tutaj wojna ma twarz, strach, zmęczenie, głód i trwałe poczucie utraty wszystkiego.
O czym są Koleje losu
Dzieło wychodzi od Miguela Ruiza i La Nueve, kompanii złożonej głównie z hiszpańskich republikanów, która uczestniczyła w wyzwoleniu Paryża podczas drugiej wojny światowej.
To historyczny punkt wyjścia, ale komiks oferuje dużo więcej.
Bo chociaż Koleje losu są wyraźnie ustawione po stronie jednego obozu, w rzeczywistości jest to historia o ludziach, którym wojna odebrała prawie wszystko.
Ludziach z dowolnej strony. Z dowolnego kraju. Z dowolnej wojny.
Silnych mężczyznach i kobietach, tak, ale nie niezniszczalnych: robili to, co uważali za konieczne, w świecie, który popychał ich od jednej klęski do kolejnej.
Aż do ostatecznego zwycięstwa, które wcale nim nie wygląda.
Dla mnie właśnie tu tkwi prawdziwa siła dzieła: nie w mówieniu, kogo masz podziwiać, ale w sprawieniu, że rozumiesz, ile kosztuje (przeżycie) wojny. Albo kilku.
W tym sensie zostawiło we mnie podobne wrażenie jak La batalla del Ebro Péreza-Reverte, kolejne dzieło, które powinno być obowiązkową lekturą w szkołach.

Wojna i ci, którzy ją przegrywają
W Kolejach losu najważniejsza nie jest pamięć historyczna rozumiana jako walka między stronami. Przynajmniej nie to najbardziej interesuje mnie w tym dziele.
Tak, historia zaczyna się od hiszpańskich republikanów na wygnaniu. Tak, mówi o La Nueve. Tak, ma bardzo wyraźny wymiar historyczny. Ale to, co komiks po sobie zostawia, jest szersze i bardziej niewygodne: wszyscy żołnierze przegrywają.
Przegrywają ci, którzy giną, oczywiście. Ale przegrywają też ci, którzy przeżyją. Ci, którzy odchodzą. Ci, którzy wracają. Ci, którzy nie mogą wrócić. Ci, którzy robią to, co uważają za słuszne, a potem odkrywają, że kraj, ojczyzna albo historia nie oddaje im niczego podobnego do tego, co oni oddali.
To jedna z najbardziej wyraźnych idei komiksu: to, co ci ludzie dali jednemu krajowi, albo kilku, i jak mało otrzymali w zamian. I nie musi to dotyczyć wyłącznie żołnierzy republikańskich ani tylko tej konkretnej historii. Jak mówiłem wcześniej, byli też żołnierze po drugiej stronie, z innych krajów i innych wojen, którzy również zostali zapomniani, źle zapamiętani albo po prostu wymazani.
Dlatego dla mnie to dzieło nie jest, choć może chce nim być, tekstem politycznej walki, lecz refleksją nad ludzkim kosztem wojny. Nad źle rozumianą ojczyzną. Nad absurdalną ideą wymagania wszystkiego od konkretnych ludzi -ich młodości, ciała, życia, zmarłych- po to, by potem oddać im ciszę.
I właśnie teraz, pisząc, myślę o Ukrainie.
Z drugiej strony to ironia oczywista: widzieć Hiszpanów uczestniczących w wyzwoleniu Paryża, kiedy Hiszpania nadal tkwiła w dyktaturze. Sam fakt mówi za siebie, ale naprawdę ważne jest to, co pod spodem: ludzie ciągnący za sobą wojnę, wygnanie i jeszcze jedną wojnę, jakby historia uparła się, by nie pozwolić im oddychać.
I dlatego uważam, że Koleje losu powinno się czytać w szkołach. Nie po to, by zapamiętywać nazwiska, daty czy jednostki wojskowe. To może przyjść (albo nie) później.
Najpierw chodzi o coś innego: zrozumieć co oznacza wojna dla ludzi, którzy ją przeżywają. Zrozumieć, że za każdym konfliktem są ludzie, którzy tracą dom, rodzinę, młodość, miłość, kraj albo możliwość normalnego życia.
Nie trzeba opowiadać się po żadnej stronie, żeby to zrozumieć. Wystarczy patrzeć.
Jak opowiada to Paco Roca
Historia była już na wysokim poziomie, ale Paco Roca opowiada ją ze wspaniałym kunsztem narracyjnym.
Struktura między teraźniejszością a przeszłością działa bardzo dobrze. Z jednej strony mamy rozmowę, śledztwo, próbę odtworzenia tego, co się wydarzyło. Z drugiej – wspomnienia Miguela Ruiza i wszystko, co te wspomnienia ze sobą niosą.
Ciekawe jest to, że obie części mają ciężar. Nie czekasz, aż teraźniejszość się skończy, by wrócić do przeszłości, ani nie czujesz, że przeszłość jest tylko dramatyzacją danych historycznych.
Interesują cię obie linie. Interesuje cię to, co się wydarzyło, i to, jak odzyskuje się to, co się wydarzyło.
Ten zabieg pozwala Paco Roce mieszać fakty, pamięć, fikcję i rekonstrukcję historyczną tak, że całość nie zgrzyta. A to nie jest łatwe, bo gdyby dzieło poszło zbyt mocno w dokument, mogłoby stać się chłodne i mało nas obchodzić; a gdyby poszło w drugą stronę i za bardzo w fikcję, historia byłaby tylko dekoracją.
Na szczęście powieść graficzna znajduje idealną równowagę między obiema drogami.
Z drugiej strony to nie pierwszy raz, kiedy Paco Roca znakomicie operuje chwytem pamięci. I tutaj nie pojawia się ona jak cyfrowe nagranie, lecz jak coś organicznego: pamiętasz jedne rzeczy, zakrywasz inne, porządkujesz jak możesz, interpretujesz z teraźniejszości to, co wtedy być może tylko przeżyłeś.
Taki sposób opowiadania bardzo pasuje do dzieła, które w gruncie rzeczy mówi o ludziach próbujących nadać sens życiu złamanemu przez wydarzenia, które przyszło im znosić.
Wizualnie Paco Roca jest w swojej linii: oszczędny, klarowny i bardzo ekspresyjny. Jest mistrzem komiksu i widać to w czymś, co wydaje się łatwe, ale nie jest: wszystko da się zrozumieć.
Sceny opowiadają, twarze komunikują, cisza waży, a strona i jej układ są pomyślane po to, by służyć historii a nie stać ponad tym, co jest opowiadane.
Działa też użycie koloru i szarości do oddzielania czasów i tonów. Widać to, ale bardziej intuicyjnie niż świadomie: to nie jest chwyt, który wyrywa cię z lektury, żebyś pomyślał, jaki autor jest sprytny, tylko coś, co po prostu prowadzi cię podświadomie.
To znowu ma wiele wspólnego z narracyjną dojrzałością Paco Roki. Koleje losu nie potrzebują wielkich popisów ani wirtuozerii. Ufa historii, postaciom i sile tego, co opowiada.

Najlepsze
Dla mnie najlepsze w Kolejach losu -a jest z czego wybierać- jest potraktowanie postaci.
Miguel Ruiz i mężczyźni wokół niego nie są kartonowymi figurami. Nie są generycznymi żołnierzami ani NPC. Są ludźmi, z zaletami i wadami, którzy żyją i umierają pośród kolei losu.
Paco Roca sprawia, że rozumiesz, iż za każdym mundurem stoi ktoś ze strachem, dumą, zmęczeniem, sprzecznościami, wspomnieniami i stratami. Silni ludzie, którzy robią to, co wierzą, że muszą zrobić, choć często nie mają przed sobą dobrej opcji.
Ta praca psychologiczna jest wielkim sukcesem komiksu, bo nie czytasz historii jednostki wojskowej, lecz historię ludzi, których wojna wypchnęła z normalnego życia.
Drugim wielkim sukcesem jest połączenie fikcji i historii. Paco Roca nie ogranicza się do ilustrowania faktów, lecz buduje narrację z pulsem, rytmem i scenami, które zostają w środku.
Statek, który na początku nie dopływa do portu, na przykład bardzo dobrze ustawia poczucie straty i wykorzenienia.
Także zakończenie z kochanką bohatera, które bardzo wyraźnie pokazuje wszystko, co wojna i czas po kolei łamały.
Na koniec trzecim mocnym punktem jest mistrzostwo narracyjne. Dzieło ma wiele postaci, kilka czasów, dużo kontekstu historycznego i wyraźny ładunek emocjonalny.
W rękach mniej utalentowanego autora mogłoby z tego wyjść coś ciężkiego albo zbyt wyjaśniającego. Ale nie. Wszystko płynie całkiem dobrze i chce się dojść od początku do końca.
To właśnie oddziela ważne dzieło (nie tylko komiks) od wielkiego dzieła: Koleje losu nie tylko poruszają ważny temat, ale też bardzo dobrze go opowiadają.
Najgorsze
Mój główny zarzut jest taki, że niektóre fragmenty mogą wydawać się trochę gęste.
To nie jest poważna krytyka, ale jest. Są momenty z wieloma postaciami i pewną trudnością w orientacji. Czasem trzeba sobie ponownie poukładać, kto jest kim, gdzie jesteśmy i jaką wagę ma każda figura w całości.
Oczywiście, mimo podejmowanego tematu, nie jest to idealna lektura dla kogoś, kto szuka wyłącznie akcji. Choć jest wojna, ruch i napięcie, nie jest to komiks wojenny rozumiany jako rozrywka bojowa. To nie opowieść o militarnej epice, lecz o ludziach przeżywających historię.
Może to sprawić, że niektórzy czytelnicy -którzy nie znają dzieła ani Paco Roki- wejdą w nie, oczekując bardziej bezpośredniej przygody, i znajdą dzieło spokojniejsze, bardziej ludzkie i bardziej zainteresowane konsekwencjami niż widowiskiem.
Mimo wszystko to drobne zastrzeżenia. Ogólne tempo jest właściwe, wciąga od początku i utrzymuje zainteresowanie do końca. Nawet gdy robi się nieco gęściej.
Werdykt
Koleje losu to dzieło znakomite. Ze względu na wartość komiksową, historyczną i przede wszystkim dlatego, że jest to wielka historia o ludziach porwanych przez okoliczności, których nie wybrali.
Nie sądzę, że trzeba je czytać po to, by wzmacniać wizję jednej strony przeciwko drugiej. To nie jest sedno.
Sednem jest zrozumienie, że w wojnie wszyscy przegrywają. Nawet ci, którzy przeżyli. Nawet ci, którzy zrobili to, co uważali za słuszne. Nawet ci, którzy potem pojawiają się w książkach, hołdach czy na tablicach. Bo nic z tego nie zwraca życia.
Paco Roca nie zmienia swoich bohaterów w nieosiągalnych herosów, lecz w zmęczonych, silnych, sprzecznych i prawdziwych mężczyzn, którzy każą ci myśleć o nich i o naszym dzisiejszym świecie.
Na koniec powtórzę się: bez wątpienia mamy do czynienia z jednym ze szczytów Paco Roki i hiszpańskiego komiksu.
Zrób sobie przysługę i przeczytaj.
PS: warto sięgnąć po rozszerzone wydanie Astiberri, z 24 dodatkowymi stronami nowych tekstów, szkiców, zdjęć, nowych plansz i listem jednego z bohaterów. Wydanie poprawione/rozszerzone na podstawie nowych informacji, które otrzymywał wydawca Paco Roki.
| Pole | Dane |
|---|---|
| Tytuł | Koleje losu |
| Autor | Paco Roca |
| Rok | 2013 |
| Wydawnictwo | Astiberri |
| Gatunek | Historyczna powieść graficzna / komiks dokumentalny |
| Kraj | Hiszpania |
| Aktualne wydanie | 352 strony |
| Dostępne jako | Papier i cyfrowo |
Ocena
Dla kogo
✔️ Dla miłośników komiksu dla dorosłych (nie X).✔️ Dla czytelników zainteresowanych historią, pamięcią i hiszpańską wojną domową.
✔️ Dla każdego, kto po prostu chce dobrej historii.
✔️ Dla nastolatków, żeby naprawdę zrozumieli ludzki koszt wojny.
✔️ Dla fanów Paco Roki.
Dla kogo nie
❌ Dla tych, którzy szukają bezpośredniej akcji wojennej.❌ Dla tych, którzy chcą lekkiej lektury bez zbyt wielu postaci.
❌ Dla tych, których w ogóle nie interesują historie z tłem historycznym.
Najczęstsze pytania
O czym są Koleje losu?
Opowiada historię Miguela Ruiza i La Nueve, ale przede wszystkim mówi o żołnierzach, wygnaniu, wojnie i złamanych życiach.
Czy Koleje losu są oparte na faktach?
Tak. Wychodzą od prawdziwych wydarzeń, choć Paco Roca miesza historię, pamięć i fikcję, by zbudować opowieść.
Czy to komiks o pamięci historycznej?
Tak, ale nie tylko. Dla mnie ważne jest to, jak pokazuje, że w wojnie wszyscy żołnierze przegrywają.
Czy trzeba znać historię, żeby go docenić?
Nie. Kontekst pomaga, ale Paco Roca opowiada to jasno i bardzo po ludzku.
Czy to trudna lektura?
Nie jest trudna, choć ma sporo postaci i miejscami trochę gęste fragmenty. Mimo to wciąga od początku.
Czy rozszerzone wydanie jest warte uwagi?
Tak, zwłaszcza jeśli nie masz jeszcze tego dzieła. Dodaje materiał dodatkowy i jest najpełniejszym wydaniem.
Dla kogo jest polecane?
Dla miłośników komiksu, czytelników zainteresowanych historią i każdego, kto chce dobrej ludzkiej historii.
Czy ma dużo akcji wojennej?
To nie jest przygoda wojenna pełna akcji. Wojna tam jest, ale nacisk pada na ludzi i jej konsekwencje.
Czy to jedno z najlepszych dzieł Paco Roki?
Tak. Dla mnie to jeden z jego szczytów i jedno z wielkich dzieł hiszpańskiego komiksu.

Dodaj komentarz