
Zanosiło się na to już od chwili, gdy ChatGPT nagle pojawił się w naszym życiu. Od tego momentu AI wtargnęła wszędzie..
Ale to, co Google zaprezentował podczas tegorocznego I/O — swojej corocznej konferencji dla deweloperów — zostanie, moim zdaniem, zapamiętane jako kamień milowy, biorąc pod uwagę wagę, jaką może mieć.
To, co pokazało wielkie G, uruchomiło wszystkie możliwe alarmy wśród właścicieli i menedżerów wielu firm działających cyfrowo, a przynajmniej takich, które mają cyfrową odnogę.
I nic dziwnego, bo ostateczny zasięg dopiero zobaczymy, ale wygląda na to, że zmiana może być podobna do tej, której doświadczyliśmy, gdy przeszliśmy od przeglądania portali informacyjnych (jeśli masz już siwe włosy, pamiętasz portale takie jak Terra czy Lycos) i jak świeżo powstałe Google wygryzło je z rynku dzięki koncepcji indeksowania tysięcy domen i nawigowania między nimi za pomocą wyszukiwania.
W tamtym momencie zmiana paradygmatu polegała na przejściu od jednego źródła, które informowało cię o wszystkim (portalu informacyjnego), do wyszukiwarki kierującej cię do najlepszego źródła.
Teraz model może się odwrócić: wygląda na to, że wracamy do pierwotnego schematu jednego źródła informacji do wszystkiego.
Tyle że w tym przypadku źródłem jest sam Google..
Jak widzisz, Google zawsze wygrywa. Nieważne, kogo po drodze zmiecie.
Zapamiętaj, że jest bardzo możliwe, iż już niedługo prawie przestaniemy odwiedzać strony internetowe, ponieważ sama „wyszukiwarka” dostarczy nam wszystkiego, czego potrzebujemy.
Brzmi przesadnie?
Porozmawiamy za 12 miesięcy.
Tymczasem właśnie o tym opowiem ci w pierwszym z dwóch artykułów.
O tym, dlaczego nieuchronnie zmierzamy w stronę tego modelu, jeśli nikt temu nie zaradzi.
Tutaj skupię się na wyjaśnieniu tego, co wydaje się oznaczać dla marketingu cyfrowego firm..
Uzupełnię moją wizję tej wielkiej zmiany w drugim artykule. W nim wskażę, co może ona oznaczać dla usług doradztwa w biznesie cyfrowym, ponieważ będą zmuszone się zmienić.
To coś, co dotyczy mnie zawodowo. I to bardzo. Więc lepiej, żebym jak najszybciej miał jasność.
Jeśli więc masz stronę internetową i ruch organiczny jest dla ciebie istotny, ten temat cię dotyczy.
A jeśli do tego żyjesz z reklamy, tym bardziej. Przy tym efekt cookies to pestka.
A jeśli jesteś specjalistą SEO albo konsultantem cyfrowym, chyba nie muszę nic dodawać.
Ale czy naprawdę trzeba być aż takim alarmistą?
Rzuć na to okiem i sam mi powiedz.
Índice de Contenidos del Artículo
AI w wyszukiwarce Google
Od kilku tygodni — i jeszcze tylko przez chwilę — wdrożenie AI przez Google w wyszukiwarce ograniczało się do tego, co firma nazywa AI Overviews czyli „widokami tworzonymi przez AI”.
Były to po prostu generowane przez AI snippety pozycji zero, odpowiadające na zapytanie użytkownika:

Do tego momentu mogło się wydawać, że to po prostu kolejny cios wymierzony mediom i twórcom treści — kolejny własny blok wyszukiwarki — jak reklamy tekstowe, mapy czy pytania — który zmuszał użytkownika do jeszcze dalszego przewijania strony wyników, jeśli chciał zobaczyć pierwszy wynik organiczny.
Nic nowego, ale wpływ był niemały, jak zaraz zobaczymy.
Jednak to, co Google zaprezentował na I/O, to nie to. Ani trochę. To zupełnie nowy sposób korzystania z wyszukiwarki: rozmowa z nią..
Oczywiście, z odpowiedziami generowanymi przez AI:

Formuła jest na razie podobna do tej z ChatGPT, z tą różnicą, że po prawej stronie widzisz wyniki (URL-e), na których Google oparł wygenerowaną odpowiedź.
Un inciso: si quieres utilizar el AI Mode desde España en el artículo enlazado te explico cómo hacerlo, con vídeo de 3 minutos para que puedas empezar a usarla ya hoy desde España. Y si no quieres probar la herramienta, sino sólo ver cómo funciona, al final del vídeo tienes la prueba.
Wróćmy do artykułu.
Rzecz w tym, że przy obecności Google w naszym życiu (Android, Chrome, YouTube, a do tego sam Google) bardzo możliwe jest, że popularność Google AI Mode okaże się jeszcze większa niż ChatGPT, który na dziś jest piątą najczęściej odwiedzaną stroną na świecie.
Mówimy o takiej skali.
A strach wszystkich twórców treści — nasz strach — polega na tym, że może to się stać preferowaną opcją wyszukiwania dla większości zapytań, przez co spadek ruchu docierającego do naszych stron z wyszukiwarki będzie drastyczny.
Drastyczny w stylu „utrata 95% ruchu”. Aż tak dramatyczny.
I oczywiście cały ekosystem cyfrowy zaczął drżeć. Przykład:

Jeśli chcesz zobaczyć więcej przypadków, podrzucam ci przykład magazynu internetowego DMARGE, jednego z najstarszych australijskich magazynów lifestyle’owych dla mężczyzn, którego właściciel opisał swój przypadek na Medium.
Przedstawił konkretne liczby, od których włosy stają dęba. A najgorsze jest to, że jego przypadek to modelowy przykład tego, co dopiero nadejdzie.
Na koniec podrzucam ci wzorcowy — moim zdaniem — artykuł redakcyjny JotDown, jednej z najlepszych hiszpańskich publikacji internetowych, której założyciela poznałem jakiś czas temu na wydarzeniu.
Przeczytaj go, bo naprawdę warto:
Co robić, gdy nikt nas nie szuka.
Zobaczymy, jak sprawdzi się ich podejście. Na razie jestem bliski subskrypcji, choć wiele poruszanych przez nich tematów do mnie nie trafia, mimo bezdyskusyjnej jakości dziennikarskiej.
Ale dlaczego ci ludzie mówią to, co mówią? To bezpodstawne narzekanie czy mają realne powody, by tak reagować?
Wyniki w liczbach: co AI Google już zmieniła i co może zmienić dalej
Tak, tutaj trzeba spojrzeć na dwie rzeczy:
- To, co już przyniosły AI Overviews. Ponieważ działa od kilku tygodni, mamy już twarde dane do analizy.
- To, co zakładamy / szacujemy / wyobrażamy sobie, że spowoduje AI Mode, na podstawie wcześniejszych doświadczeń.
Mniejsza zmiana: wpływ AI Overviews na ruch z wyszukiwania
Zacznijmy od tego, co pewne. Dotychczasowe wyniki dobrze pokazuje między innymi to badanie Semrush:
- Liczba wyszukiwań zwracających tego typu wyniki rośnie: 6,49% w styczniu 2025 r. wobec 13,14% w maju tego samego roku.
- Dotyczy to nie tylko zapytań informacyjnych, ale także nawigacyjnych, choć w znacznie mniejszym stopniu (1,43%, ale rośnie).
- Nauka, zdrowie, społeczeństwo i prawo to obszary, w których te wyniki rosną najbardziej. Oznacza to, że użytkownicy korzystają z nich w dziedzinach wymagających pewnego poziomu zaufania i obfitujących w informacje: czy to nowi eksperci/konsultanci? Uważaj, bo to ważne. Wrócę do tego w kolejnym artykule, bardziej skupionym na wpływie AI na usługi doradcze.
- Więcej wyszukiwań zero-click: tak, w wyszukiwaniach generujących takie snippety AI rośnie odsetek wyszukiwań bez kliknięcia (czyli użytkownicy nie klikają żadnego wyniku). Badanie wyjaśnia jednak, że JESZCZE PRZED pojawieniem się AI Overviews wskaźnik kliknięć w tych samych zapytaniach również miał trend spadkowy.
Jak wyjaśniono w artykule, dane te jasno pokazują, że Google nie jest już wyłącznie search engine lecz także search + answering engine, czyli silnikiem wyszukiwania i odpowiedzi.
Pamiętasz, co pisałem wyżej o powrocie do jednego źródła informacji?
No właśnie.
I oczywiście wpływ na ruch, zależnie od sektora i projektu, może wyglądać tak:
Przy zachowaniu pierwszego miejsca w rankingu. Wszystkie informacje znajdziesz w tym artykule Search Engine Land.
Spadek sięgający 56% ruchu organicznego w zależności od słowa kluczowego może boleć, ale sądzę, że Google uwzględnił ten możliwy wpływ.
Mówię tak, ponieważ AI Overviews na razie koncentrują się na słowach kluczowych informacyjnych z długiego ogona, czyli o niezbyt wysokim wolumenie wyszukiwań.
Na razie — i podkreślam: na razie — transakcyjne słowa kluczowe o dużym wolumenie nie wywołują jeszcze takich wyników..
Ale oczywiście to dopiero początek. Google o tym wie i na razie wsunęło tylko czubek.
Bo uderzenie w transakcyjne słowa kluczowe oznaczałoby kataklizm w branży, jakiego nigdy wcześniej nie widziano. A Google nie może sobie na to pozwolić, bo rzuciłyby się na niego absolutnie wszystkie instytucje: administracja, media, konkurencja, sędziowie…
Dlatego sądzę, że będzie działał bez pośpiechu, ale konsekwentnie. Będzie obserwował nasze reakcje na zmiany, jednocześnie testując nowe formaty reklamowe.
Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.
A tak przy okazji: jeśli zastanawiasz się, czy ten wynik AIO zastępuje starsze elementy (karuzele obrazów, filmy, pytania…), odpowiedź brzmi: nie. On po prostu pojawia się nad nimi. A wyniki organiczne spadają przez to jeszcze niżej podczas przewijania.

No dobrze, to jest ta zmiana — mała..
To, co następuje dalej, jest modyfikacją, która naprawdę ma potencjał, by całkowicie przekształcić cały sektor online.
Duża zmiana: oczekiwane, szacowane, a może wyobrażone skutki AI Mode?
Choć AI Overviews mogą wyglądać „tylko” jak kolejny gwóźdź do trumny treści informacyjnych, tym, co prawdopodobnie dobije wszystko, będzie pojawienie się trybu konwersacyjnego Google.
Tutaj wyszukiwarka się przeobraża: koniec z odpowiedziami zawierającymi 10 niebieskich linków i rozszerzone snippety.
Nie.
Teraz to rozmowa (pisana albo mówiona) z Google. Taka jak te, które prowadzisz z ChatGPT.
I co to zmienia? Czy nie jest tak samo jak teraz z narzędziem OpenAI, które współistnieje z Google i każdy używa tego, które mu odpowiada?
Nie, to nie jest to samo.
Bo na razie pod względem widoczności ChatGPT dzielą od Google lata świetlne. Według danych Digitaltrends, od kwietnia 2024 do marca 2025:
- Google zanotował 1,63 biliona wizyt, średnio 136 miliardów miesięcznie.
- ChatGPT uzyskał 47,7 miliarda wizyt, około 4 miliardów miesięcznie.
To nie jest tak, że Google używa się dwa czy trzy razy częściej niż ChatGPT. Używa się go 35 razy częściej. Nie ma porównania. I to nadal, mimo że — jak wcześniej wspomniałem — ChatGPT jest dziś piątą stroną świata pod względem ruchu.
Jak widzisz, między pierwszym a piątym miejscem jest przepaść.
Dlatego dodanie tego trybu przez Google jest tak istotne: rozmowy z maszyną staną się znacznie bardziej masowe. Wracamy do tego, o czym mówiliśmy wcześniej: Google przestanie być tylko wyszukiwarką, będzie też mechanizmem odpowiedzi. I rozmówcą.
I tak, zapewne na początku ten tryb AI znajdzie się w osobnej sekcji wyszukiwarki, podobnie jak Google Shopping, ale łatwo wyobrazić sobie, że dla określonych wyszukiwań niedługo stanie się opcją domyślną.
Albo dlatego, że ludzie będą go używać, albo dlatego, że Google go narzuci.
Jeśli więc już przy AI Overview pierwsza pozycja traci 57% ruchu, przy domyślnym AI Mode straci 99%. Albo 99,9%.
Tak to wygląda.
Aż tak brutalnie.
Co więc można zrobić wobec tego, co najwyraźniej nadchodzi?
Co zrobić z marketingiem firmy po wejściu AI Google
Jak zawsze w sektorze online, można zrobić wiele.
To, co dla jednych jest zagrożeniem, inni widzą jako szansę..
Musisz jednak mieć jasność, że wszystko się zmieni. Tylko jak bardzo? I kiedy?
Jest jeszcze za wcześnie, żeby to wiedzieć.
Ale to, co możemy już zacząć robić, da się pogrupować w trzech obszarach:
- Analiza.
- Taktyka.
- Strategia.
#1. Analiza
Zanim ustalimy, co możemy lub powinniśmy zrobić w krótkim i średnim terminie (mówienie o długim terminie w marketingu lub biznesie cyfrowym to eufemizm), potrzebujemy danych..
Informacji pozwalających podejmować decyzje.
A jakie dane możemy zdobyć już teraz?
Oszacowanie rzeczywistego, obecnego wpływu na każdy projekt
Po pierwsze, już teraz wpływ AI Google odbija się na SEO. I jak już widzieliśmy, na razie dotyczy wyszukiwań informacyjnych..
Jeśli chodzi o sektory, wspomnieliśmy wyżej, że obecnie nauka, zdrowie, społeczeństwo i prawo są najbardziej dotknięte przez AI Overviews, więc rzeczywisty zasięg różni się w zależności od projektu.
Skoro to ustaliliśmy, na co trzeba patrzeć?
Ruch organiczny
Najbardziej bezpośrednia metryka.
Spróbuj odpowiedzieć w swoim projekcie na te trzy pytania:
- Czy ruch organiczny spada?
- O ile?
- Czy wiesz, który z tych trzech czynników jest za to odpowiedzialny?
- Spadek CTR.
- Spadek pozycji.
- Spadek liczby wyszukiwań.
Jeśli wyraźnie wynika to z pierwszego czynnika, mówimy o wpływie AI Overviews..
Jeśli chodzi o drugi, to zmiany pozycji wynikające z tradycyjnego SEO. Trzeba więc sprawdzić, co można poprawić.
Jeśli mówimy o trzecim, przyczyną może być sezonowość (porównaj z wcześniejszymi latami) albo zmiana trendu w wyszukiwaniach. W każdym razie niewiele da się tutaj zrobić poza tym, co zwykle: próbą zdobycia lepszej pozycji, by uzyskać więcej ruchu.
Gdy odpowiemy na te trzy pytania, będziemy już potrafili zmierzyć wpływ nowości Google na ruch w naszym konkretnym przypadku.
Ale ta metryka, czyli ruch, choć to właśnie w niej najszybciej zauważysz efekt, nie powinna martwić cię najbardziej…
Konwersje organiczne
To właśnie powinno cię naprawdę obchodzić.
Co ta utrata sesji oznacza dla twojego biznesu?
Choć trudno oszacować hipotetyczną utratę rozpoznawalności marki, znacznie łatwiej zmierzyć utratę konwersji z kanału organicznego.
Aby to zrobić, musisz wziąć pod uwagę kilka kwestii:
- Najpierw trzeba ustalić, czy straciliśmy konwersje z tego kanału, czy nie. Jeśli ich nie straciliśmy (porównując na przykład z trendami z poprzednich lat), możemy być dość pewni, że na razie wpływ na biznes był niewielki. Jeśli nie widzimy spadku, trzeba zachować czujność. Jeśli natomiast go widzimy, trzeba drążyć dalej…
- Następnie analizujemy, w których częściach strony występuje spadek ruchu, bo zwykle dotyczy on czegoś konkretnego (określonych URL-i, sekcji bloga albo FAQ). W Google Search Console można zobaczyć, jak przy tej samej liczbie wyświetleń spada liczba kliknięć w dotkniętej sekcji strony:

- Gdy już to zlokalizujemy, analizujemy, czy zależność między spadkiem ruchu a konwersjami jest bezpośrednia czy pośrednia:
- Bezpośrednia: występuje, gdy spadek dotyczy transakcyjnych stron docelowych albo stron generujących natychmiastową konwersję. Mniej ruchu oznacza mniej konwersji. Po prostu. Możemy to zobaczyć w Google Analytics, w dowolnym raporcie pokazującym strony docelowe kanału organicznego i generowane przez nie konwersje.
- Pośrednia: występuje w dłuższych procesach konwersji. Możemy używać bloga do pozyskiwania adresów e-mail, a potem wysyłać wiadomości kierujące do e-commerce. Albo publikować strony z informacjami istotnymi przy zakupie (porównania produktów), które nie są stronami ostatecznie konwertującymi. Zmierzenie wpływu spadku ruchu nie jest tu tak bezpośrednie, trzeba tworzyć segmenty w raportach niestandardowych (albo mieć wcześniej utworzone grupy odbiorców) pokazujące ruch, który w pewnym momencie trafia (nie wystarczy „przejść”, trzeba „wylądować”) na te strony docelowe w GA4. Niżej wyjaśniam, jak tworzy się te grupy odbiorców lub segmenty.

- Ostatnią kwestią jest decyzja, czy w analizie spadku konwersji z kanału organicznego uwzględniamy ruch na stronie głównej. Wynika to z tego, że w większości przypadków jest to ruch brandowy, od użytkowników, którzy już nas znają. Dlatego, zależnie od tego, jak naszym zdaniem budowana jest rozpoznawalność marki, uwzględnimy lub nie konwersje ze strony głównej przy mierzeniu wpływu AI.
- Jeśli rozpoznawalność marki powstaje dzięki ruchowi organicznemu (wskazówkę znajdziemy w poprzednim punkcie), możemy uwzględnić konwersje na stronie głównej.
- Jeśli markę budują inne kanały (SEM, media społecznościowe, telewizja…) albo jeśli uznajemy, że konwersje wynikają głównie z użytkowników, którzy już nas znają, lepiej wykluczyć je z analizy.
Wrzucamy wszystkie te zmienne do blendera, a z otrzymanego koktajlu będziemy już mogli ustalić, w jakim stopniu pojawienie się AI Overviews wpływa już na nasz biznes..
W konkretnych pieniądzach.
Oszacowanie przyszłego zasięgu
Choć analiza obecnego wpływu AI Google na nasze biznesy może dostarczyć mniej lub bardziej realistycznych danych, rozważania o tym, co może się wydarzyć, mają duży udział zgadywania. I prawdopodobnie rozminą się z rzeczywistością, gdy ta nadejdzie.
Ale trzeba to zrobić — i szybko, zanim obudzimy się z ręką w nocniku. Dzięki temu możemy przygotować różne scenariusze i przemyśleć alternatywy dla każdego z nich.
Realistycznie rzecz biorąc, bardzo prawdopodobne jest, że AI Overviews wkrótce przejdą od mało konkurencyjnych wyszukiwań informacyjnych do zapytań transakcyjnych.
A stamtąd dotrą do SEM. Dopiero zobaczymy, jak na niego wpłyną (czy podrożeje, bo ruch organiczny działa gorzej?)?).
Dla mnie wygląda to na jasny plan działania .
Pytanie, które musisz więc spróbować rozstrzygnąć, brzmi:
Jeśli dalej będę robić wszystko tak jak dotąd, gdzie znajdę się za rok? A za dwa?
I działać w zależności od odpowiedzi.
Ale zanim nadejdzie ten przyszły moment, są rzeczy, które można już robić…
#2. Taktyka
Na razie możemy poprawić dwie rzeczy bez długiego zastanawiania się: analitykę i SEO.
Analityka
Wcześniej mówiłem, że trzeba zmierzyć wpływ, i wyjaśniłem, jak to zrobić.
Ale z myślą o przyszłości możemy poprawić jeszcze dwa elementy.
Grupowanie kanałów AI w GA4
Tutaj wyjaśniam, jak utworzyć w Google Analytics grupę kanałów obejmującą ruch AI.
Gdy już to zrobimy, szybko zobaczymy, jak zmienia się ruch przychodzący z narzędzi AI:

Grupy odbiorców lub segmenty według URL-i w GA4
Ten punkt służy do pomiaru pośredniego spadku konwersji z kanału organicznego , o którym mówiłem wcześniej.
Chodzi o to, by utworzyć w GA4 jedną lub kilka grup odbiorców z użytkownikami, którzy na którymś etapie swojej ścieżki trafili organicznie na strony, o których sądzimy albo wiemy, że wspierają konwersję.
Przykładem może być blog. Jeśli uważamy, że użytkownicy przed konwersją trafiają na któryś artykuł, w panelu administracyjnym GA4 utworzymy taką grupę odbiorców:

- Reguła 1: wymiar „Strona docelowa”, a typ dopasowania i treść zależne od konkretnego przypadku. Tutaj jest to „zawiera «blog»”.
- Reguła 2: wymiar „Domyślna grupa kanałów sesji”, a dopasowanie to „dokładnie odpowiada «Organic Search»”.
- Okres członkostwa: 30 dni. Będzie się różnić zależnie od tego, czy ścieżka użytkowników jest dłuższa, czy krótsza.
Ta grupa odbiorców jest prosta, ale pomyśl, że może się skomplikować, jeśli chcesz mierzyć konkretne URL-e. Najłatwiej dodawać kolejne warunki „lub”:

Możesz też użyć wyrażeń regularnych, żeby zachować większy porządek.
Od momentu utworzenia grupy odbiorców będziesz mógł śledzić zarówno ruch, jak i konwersje tej grupy użytkowników w raportach domyślnych. Dzięki segmentom możesz sprawdzać to w dowolnym momencie, ale tylko w raportach niestandardowych.
W obu przypadkach sprawdzisz, czy ta grupa użytkowników konwertuje gorzej od czasu pojawienia się AIO.
Nie obwiniajmy jednak (wyłącznie) AIO, bo jeśli ta grupa rzeczywiście konwertuje słabiej, przyczyną mogą być AI Overviews… albo spadek pozycji.
Aby wykluczyć tę drugą możliwość, musimy zrobić jeszcze jeden krok.
Google Search Console
Wymieniam to narzędzie, bo jest bezpłatne, ale równie dobrze nada się każde inne (na przykład Rank Tracker).
Chodzi tutaj o śledzenie URL-i z poprzedniej grupy odbiorców i obserwowanie ich zmian. Możemy filtrować według odpowiedniego URL-a lub URL-i i zobaczyć efekt. Ponownie pokazuję wcześniejszy obraz:

W tym przykładzie filtruję wszystkie URL-e bloga, a na czerwono zaznaczyłem „rozjazd”. Czyli stosunek kliknięć do wyświetleń zaczyna się odwracać, co jest wyraźnym objawem działania AI Overviews.
Na tym etapie, jeśli konwersje grupy użytkowników przechodzących przez blog spadają, możesz już stwierdzić, że AIO wpływają na twój biznes..
Dopiero wtedy. Czyli po wykonaniu wszystkich kroków analizy.
Jak widzisz, dzięki tym trzem działaniom monitoring wpływu AI Google byłby (prawie) kompletny.
Tłumaczenia w AI Overviews
Jest jednak jeszcze jeden punkt — i to dobry.
Gdy Google wykrywa, że na zapytanie użytkownika można odpowiedzieć za pomocą AI, ale nie znajduje źródeł w jego oryginalnym języku, wykorzystuje treści stron w innych językach i publikuje je WE WŁASNEJ DOMENIE..
To znaczy: nie wysyła ruchu na twoją stronę i nie tłumaczy jej tak, jak robi to użytkownik korzystający z Google Translate.
Nie.
Bierze twoją treść.
Tłumaczy ją.
I podaje ją jako własną treść w odpowiednim AIO.
No nieźle!
Jeśli więc chcesz odzyskać ruch, który powinien należeć do ciebie (podkreślam „jeśli chcesz”, bo nie jest to obowiązkowe), istnieją rozwiązania.
Za pomocą tego skryptu Natzira Turrado przekierujemy ruch z treści przetłumaczonej przez AI z powrotem na naszą stronę, odzyskując ten ruch.
Tutaj możesz zobaczyć, jak to rzeczywiście działa, w oryginalnej publikacji.
Nie mów, że nie robi się ciekawie…
Zostawmy jednak analitykę i przejdźmy do drugiego elementu taktyki: SEO.
SEO
Jeśli chcemy stać się punktem odniesienia dla AI, bo uważamy, że opłaci się to bardziej niż rezygnacja z SEO, będziemy musieli dostosować się do nowych zasad i optymalizować pod nie..
SEO pod widoczność w AI Overviews
Potwierdzono, że obecnie można zrobić kilka rzeczy, aby pojawiać się w AI Overviews:
Na poziomie treści::
- Tworzyć wysokiej jakości treści odpowiadające na konkretne pytania użytkownika.
- Treści generujące engagement: obrazy, wykresy, infografiki…
- Obecnie AI odpowiada na „co”. Z „jak” i „dlaczego” radzi sobie gorzej — właśnie tam powinniśmy celować.
- Celować w słowa kluczowe long tail z wyraźną intencją informacyjną.
- Dodawać własne treści, których nikt inny nie może dostarczyć.
- Skupić się na byciu punktem odniesienia i autorytetem w temacie, w którym chcemy się pozycjonować.
Na poziomie koncepcyjnym strony:
- Jasna struktura strony na poziomie ogólnym.
- W obrębie każdego URL-a: poprawna struktura nagłówków i maksymalne wykorzystanie znaczników semantycznych.
- Marcado semántico a tope.
- Optymalizacja szybkości ładowania.
Na poziomie innych produktów cyfrowych poza stroną:
- Jeśli lokalne SEO jest dla ciebie ważne, to skoro twoja wizytówka w Foursquare (tak, serio) ma znaczenie dla ChatGPT, wygląda na to, że profil w Google Maps będzie ważny dla sztucznej inteligencji Google. Na razie nie ma na to dowodu, ale sądzę, że to kwestia dni. Wiesz więc, co robić: optymalizować profil.
Nowe metryki SEO
Z poprzedniego punktu wynika, że trzeba będzie mierzyć:
- Ruch pochodzący z AI.
- Jego konwersje.
- Przy jakich zapytaniach jesteśmy cytowani.
To da nam klucz do całej sprawy, bo będziemy mogli:
- Zobaczyć, jak ten nowy podział ruchu wpływa na sprzedaż : ile tracimy w ruchu organicznym, a ile zyskujemy dzięki AI.
- Znacznie lepiej oszacować koszt tworzenia takich treści.
A po połączeniu obu danych uzyskamy to, czego chcemy: oszacujemy nową rentowność tworzenia treści pod AI SEO.
Gdy już to policzymy, co dalej?
#3. Strategia
Na początek muszę ci powiedzieć, że jeśli twoja strona żyje z reklam generowanych przez ruch, będziesz miał pełne gacie. Widziałeś wyżej, co sądzą właściciele dużych mediów… I to normalne, że czujesz respekt strach.
Stoisz przed trudnym dylematem:
- Dalej karmić bestię swoimi treściami.
- Przestać to robić i szukać nowych źródeł ruchu… i/lub monetyzacji.
- Modlić się.
Twoja sytuacja naprawdę nie jest łatwa.
I ani ja, ani nikt inny nie mamy dla ciebie odpowiedzi.
Ale jeśli to nie twój przypadek i twoja strona służy do sprzedaży produktów lub usług, na razie sytuacja nie jest aż tak poważna..
Na tym etapie, rozwijając krótkoterminową strategię, musisz zrobić trzy rzeczy:
- Analizować.
- Myśleć.
- Działać.
Czyli to, co robisz od zawsze.
Krok 1: analizować
Kończyliśmy część taktyczną stwierdzeniem, że masz już dane potrzebne do oszacowania nowej rentowności tworzenia treści.
Ale oczywiście ta rentowność skupiała się wyłącznie na konwersjach z generowanego przez nie ruchu organicznego.
Tymczasem tworzenie treści ma większą wartość, bo jeśli są dobre i tworzone dla ludzi, a nie tylko dla bota Google, prawdopodobnie przyniosą ci takie rzeczy jak reputacja i autorytet. A te w średnim terminie przynoszą klientów.
Zwykle publikujesz takie treści:
- W mediach społecznościowych.
- Tworzysz na ich podstawie film na YouTube.
- Albo podcast.
- Wysyłasz je na swoją listę mailingową.
- Albo wykorzystujesz jako bazę rozdziału szkolenia.
W ten sposób wykorzystujesz znacznie lepiej takie treści jak tutoriale, przewodniki, analizy, recenzje czy artykuły informacyjne.
Krok 2: myśleć
Wiesz, co działało do tej pory. Ale ważne jest teraz, by rozważyć być może nowy scenariusz…
Czy moje treści da się bezpośrednio monetyzować?
Czyli:
„Czy znaleźliby się ludzie gotowi płacić za treści, które tworzyłem do tej pory?”
Uwaga: mówimy zarówno o użytkownikach, jak i markach oraz sponsorach.
Jeśli odpowiedź (szczera i przemyślana) jest pozytywna, przechodzimy do kolejnego pytania:
„W jakim formacie?”
Subskrypcja, członkostwo, płatny newsletter, płatny podcast…
„Jak często tworzę treści?”
Kluczowe pytanie do oszacowania potrzebnego wysiłku.
Pozostaje ostatnie, bardzo ważne:
„Jaką ustalić cenę?”
Niską, bo mam dużą potencjalną publiczność?
Wysoką, żeby było to opłacalne nawet przy niewielkiej liczbie zapisów?
Krótko mówiąc, kilka pytań, które zmuszą cię do myślenia i ponownego rozważenia sprawy. Dlatego ta faza strategii tak się nazywa.
Spekulować, w którą stronę to wszystko pójdzie
Kolejny krok to poświęcanie czasu — teraz i co tydzień — na śledzenie kolejnych zmian. Na przykład:
- Zbieranie informacji o rodzaju działań SEO, które trzeba prowadzić: dane strukturalne, bardziej konkretne bloki treści, opinie klientów…?
- Sprawdzanie, jakiego rodzaju treści działają najlepiej, jeśli chcemy pojawiać się w AI.
- Zastanawianie się, jaki będzie rzeczywisty zasięg — w moim biznesie i globalnie:
- Czy wszyscy przestaną tworzyć?
- ¿Eso no sería una oportunidad para los que continúen haciéndolo?
- Czy działanie dalej tak jak dotąd to chowanie głowy w piasek?
Tak, zgodnie z tytułem akapitu są to spekulacje, a nie fakty.
Ale płacą nam za to, żebyśmy o nich myśleli.
Stale na nowo oceniać, czy opłaca się karmić bestię
To samo ćwiczenie, które wykonujemy teraz, trzeba powtarzać bez przerwy:
- Argumenty za tworzeniem treści „przyjaznych AI”: ”:
- sprawić, by AI nas cytowała.
- Ser referentes.
- Sprzedaż?
- Argumenty przeciw:
- Ujemna albo niemierzalna rentowność ekonomiczna.
- Necesidad de formación y recursos.
- Możliwość otwarcia innych, bardziej opłacalnych dla mojego biznesu kanałów marketingu lub monetyzacji.
Przemyśleć sposób tworzenia treści
Na koniec ostatnia rzecz do przemyślenia: czy obecny sposób tworzenia treści jest odpowiedni dla scenariusza, który nadchodzi.
Teraz przyjrzyjmy się temu dokładniej.
Krok 3: działać
Przeanalizowaliśmy teren i nowe reguły gry.
Zastanowiliśmy się, czy w to wchodzimy, i jakie mamy alternatywy.
Teraz czas na ostatni krok: realizację.
Nowy sposób tworzenia treści
Jest całkowicie jasne, że my wszyscy, którzy korzystamy z kanału organicznego — duzi i mali — będziemy musieli zmienić sposób tworzenia treści:
- Aby uczynić je bardziej opłacalnymi.
- Tworząc więcej synergii między kanałami.
- Rozważając na przykład tłumaczenie strony na inne języki. Dzięki tłumaczeniu symultanicznemu podczas wideorozmów, które zaprezentował Google, język nie będzie już barierą nie do pokonania przy wejściu na inne rynki.
- Trzeba pomyśleć, jak możemy zoptymalizować to dzięki AI.
- Ukierunkować je na różne kanały, nie tylko blog.
Nowe kanały ruchu
Które zrekompensują to, co stracimy przez tę zmianę paradygmatu.
Oto kanały, które przyszły mi do głowy w przypadku mojego biznesu:
YouTube
Na razie AI nie przyswaja filmów tak dobrze jak tekstu — audio jest gdzieś pośrodku.
Dlatego YouTube i długie filmy (niekoniecznie 15- czy 30-sekundowe) wydają mi się najprostszym przejściem z bloga. „Najprostszym” w sensie tworzenia podobnego typu treści informacyjnych, a nie „rozrywkowych”.
Media społecznościowe
Tutaj skok jest większy: zmieniają się kody i typ treści. Ale da się to zrobić.
Jeszcze mocniej stawiać na własne kanały (owned media)
Tworzę wartościowe treści, do których dostęp mają użytkownicy moich własnych kanałów, takich jak:
- Lista mailingowa.
- Społeczności (własne kanały na Telegramie, Discordzie, a nawet w mediach społecznościowych).
- Płatne subskrypcje i członkostwa, o których wspominałem wcześniej.
Kanały płatne
Jasne jest, że Google nie zabije kury znoszącej złote jajka. Google Ads nadal będzie działać świetnie.
A jeśli wcześniej tego nie rozważałeś, być może przy nowych zasadach i po przeliczeniu okaże się, że bardziej opłaca się zacząć korzystać z płatnych kanałów niż dalej tworzyć treści przyjazne AI tak jak dotąd.
Nowe sposoby monetyzacji treści
Na koniec, jeśli po rozważeniu poprzedniego punktu wiemy już, że nasze treści da się monetyzować, oto kilka sposobów:
- Mikrosubskrypcje : podobne do tych, które media proponują, gdy nie akceptujemy cookies. Teraz można objąć nimi wszystkich użytkowników, bo w nowym środowisku cookies mogą przestać być istotne (nieunikniony upadek modelu reklamowego).
- Szkolenia: wymagają warstwy strategii ponad samym tworzeniem treści, ale ogólnie nie zmienia się aż tak wiele. Zamiast tworzyć artykuły co tydzień według kalendarza redakcyjnego, robimy to na przykład według struktury kursu.
- Książki: bardzo podobne do poprzedniego rozwiązania, tylko książka ma zwykle bardziej popularyzatorski i mniej praktyczny charakter niż szkolenia. Zwykle jest też znacznie tańsza.
- Wiele języków: technologia pozwalająca komunikować się z innymi rynkami na każdym poziomie już istnieje.
- Subskrypcje i członkostwa: podobne do szkoleń, ale bez zamkniętej, konkretnej formy. Jeśli uważamy, że tworzone dotąd treści bardzo dobrze nadają się do monetyzacji, przejście na ten system nie powinno być zbyt skomplikowane, o ile mamy dobrą bazę użytkowników..
To był ostatni aspekt, który musisz ocenić i który pomoże ci zaprojektować strategię treści twojego biznesu na najbliższe miesiące. W tym czasie będziesz zbierać dane i informacje pozwalające lepiej zrozumieć, jak będzie wyglądał nowy kontekst.
Jak widzisz, wygląda na to, że w najbliższym czasie nie będziemy się nudzić…
Wnioski
Wyszedł z tego solidnie napakowany artykuł. Ale temat na to zasługiwał.
To ważny punkt zwrotny w ekosystemie cyfrowym. Od teraz wiele rzeczy się zmieni.
Podsumuję je, koncentrując się na trzech obszarach.
#1. Model reklamowy mediów będzie musiał się zmienić.
I z pewnością zobaczymy niektóre z tych czterech scenariuszy:
- Możliwe, że zacznie bardziej przypominać tradycyjny model: jeśli chcesz aktualnych informacji, będziesz musiał za nie płacić.
- Prawdopodobne są również porozumienia między największymi firmami AI (Google, OpenAI) a największymi mediami, aby boty mogły pobierać tworzone przez nie informacje. Tyle że małe media będą miały przechlapane.
- Alternatywą byłaby większa dotacja dla prasy ze strony administracji publicznej.
- Ostatnia i najsmutniejsza możliwość: zniknięcie mediów.
Nie zazdroszczę im sytuacji.
No cóż.
#2. Wzrost mediów społecznościowych
Z drugiej strony uważam, że media społecznościowe i YouTube zyskają na popularności za sprawą osób lub firm, którym nie odpowiadają nowe wyniki osiągane przy obecnym sposobie tworzenia treści.
Jeśli ruch na kluczowych stronach spada o 56%, mimo że jesteś na pierwszym miejscu w Google… Czy naprawdę będziesz się wysilać, żeby zdobyć tę pozycję? Czy to się opłaci?
#3. Dni modelu 10 linków w wyszukiwarce są policzone
Prędzej czy później wyniki transakcyjne zostaną wyparte przez AI, tak jak dziś wypierane są wyniki informacyjne.
A wraz z nimi zmieni się sposób robienia SEO.
Znowu.
Po przedstawieniu mojego punktu widzenia nie wiem, co ty o tym wszystkim sądzisz.
Zgadzasz się? Widzisz coś, co pominąłem?
Chętnie przeczytam, co napiszesz w komentarzu.
Na pożegnanie zachęcam cię do przeczytania części 2 tej serii: o tym, jak ta zmiana Google wpłynie na firmy konsultingowe oraz agencje marketingu i biznesu cyfrowego.
One też będą musiały się dostosować albo zginąć.


Dodaj komentarz