Komiksów jest mnóstwo. Dobrych komiksów wiele. Bardzo, bardzo dobrych – kilkaset. Arcydzieł medium już znacznie mniej. A 10 najlepszych komiksów wszech czasów może być tylko 10.
Problem w tym, że nie istnieje obiektywny sposób ich oceny, więc moje 10 najlepszych nie musi być twoim. Wszystko zależy od gustu, preferencji, liczby przeczytanych rzeczy i wieku.
W tym artykule opowiadam o moich stronniczych 10 ulubionych tytułach, a także o kolejnych 10, które trudno było mi pominąć, i o ostatnich 10, których jeszcze nie przeczytałem, a które zapewne wejdą kiedyś do mojego top ten.
Nie próbuję ustanawiać kanonu ani rozstrzygać, które dzieła były dla medium najbardziej wpływowe, innowacyjne czy ważne. Ta lista odpowiada na znacznie prostsze pytanie: gdybym ze wszystkiego, co przeczytałem, miał zostawić sobie tylko dziesięć, które bym wybrał?
Jeśli któregoś z nich nie czytałeś, polecam rzucić okiem, bo bardzo wątpię, żeby którykolwiek pozostawił cię obojętnym.
Przy okazji, oprócz 10 najlepszych komiksów wszech czasów, niżej znajdziesz też:
- 10 komiksów, które otarły się o listę.
- 10 komiksów, które planuję przeczytać w najbliższym czasie (i które prawdopodobnie zepchną któryś z obecnych tytułów z topu).
Moje 10 najlepszych komiksów
Przejdźmy do listy pozycji obowiązkowych
1. Corto Maltese: Ballada o słonym morzu – Hugo Pratt

Komiks, który zabrałbym na bezludną wyspę, gdybym mógł wziąć tylko jeden.
Powód?
Bo ma wszystko.
Dobrą historię, egzotyczne miejsca i bardzo różne postacie, dobrze zbudowane i mające odmienne cele oraz ambicje. Oczywiście wyróżnia się protagonista, Corto Maltese, charyzmatyczny i nieprzewidywalny do granic możliwości.
Do tego dochodzi wspaniały styl mistrza Hugo Pratta, który prostymi pociągnięciami piórka i kilkoma czarnymi plamami potrafi opowiedzieć każdą akcję tak, by czytelnik się nie zgubił. Atrakcyjny styl bez potrzeby wizualnego baroku.
Krótko mówiąc, to dzieło, które warto przeczytać więcej niż raz, żeby wycisnąć z niego wszystko.
2. Batman: Powrót Mrocznego Rycerza – Frank Miller

Zmieniamy klimat i wchodzimy w gatunek superbohaterski, mój ulubiony w czasach nastoletnich i, jak się dziś mówi, gdy byłem “young adult”, a zarazem chyba ten, któremu poświęciłem najwięcej godzin.
Wśród wszystkich jego twórców jest jeden, który zawsze mnie fascynował, bo poznałem go u szczytu formy: Frank Miller.
Pełnymi furii scenariuszami i brzydkim, ale niezwykle narracyjnym rysunkiem w tym dziele -jednym ze swoich szczytowych osiągnięć- zamienił postarzałego Batmana w jedną z najbardziej pamiętnych wersji tej postaci.
Bezwarunkowe arcydzieło gatunku, z energią zarówno obrazu, jak i tekstu, która poruszyła mnie znacznie bardziej niż wydany w tym samym czasie -i również znakomity- Watchmen Alana Moore'a.
Mógłbym na to miejsce wybrać inne jego arcydzieło o Batmanie, takie jak Batman: Rok pierwszy, bardziej klasyczne i kanoniczne, z Mazzucchellim przy rysunkach, ale wolałem przełom, jaki przyniosło właśnie to.
3. Elektra Assassin – Frank Miller i Bill Sienkiewicz

Zostaję przy Millerze, ale zmieniam kierunek. Tutaj autor zachowuje dla siebie tylko scenariusz, a warstwę wizualną oddaje Billowi Sienkiewiczowi, który zdążył już zradykalizować swój styl, przechodząc od skrajnego realizmu do radykalnego eksperymentu.
Sienkiewicz miesza malarstwo, kolaż, deformację, karykaturę i realistyczny rysunek tak, jak mu się podoba. I to działa. To najlepszy znany mi przykład eksperymentu graficznego w służbie doświadczenia narracyjnego.
Rysunek od razu uderza w oczy, to jasne, ale scenariusz także. Mimo tytułu Elektra nie jest tak naprawdę protagonistką dzieła, lecz abstrakcyjną istotą przewijającą się przez strony, gdzie mieszają się siły porządkowe ucieleśniane przez głównego bohatera -Johna Garretta, agenta S.H.I.E.L.D.-, zabójcy, polityka, szpiegostwo, moce psychiczne, spiski i groteskowa wizja Stanów Zjednoczonych.
Narracja wymaga głębokiej (ponownej) lektury, żeby zrozumieć ją w pełni, co najmniej w takim samym stopniu jak rysunek, ale widzę w tym zaletę, nie wadę.
Dzieło przesadne od początku do końca.
4. Broń X – Barry Windsor-Smith

A jeśli mówimy o przesadzie, trzeba mówić o Broni X.
Powieść graficzna, w której wizualny barok autorstwa Barry'ego Windsor-Smitha przytłacza. Strony pełne kabli, maszyn, monitorów i ciał przekazują nieustanne poczucie odczłowieczenia.
Pamiętam, że podczas lektury myślałem: jak ktoś potrafi tak rysować? Złożyć tyle linii i sprawić, żeby każda miała sens. Żeby mimo gęstości niektórych kadrów wszystko, co się dzieje, było doskonale czytelne.
Jeśli chodzi o historię, wystarczy powiedzieć, że była to kanoniczna geneza naszego ukochanego Wolverine'a, dopóki jakiś (niezbyt) bystry umysł w Marvel nie postanowił jej zmienić, mimo że ta była absolutnie doskonała.
Jeden ze szczytów komiksu superbohaterskiego, bez żadnej dyskusji.
5. Kaznodzieja – Garth Ennis i Steve Dillon

Odchodzimy trochę od komiksu superbohaterskiego i wchodzimy w inny rodzaj amerykańskiego komiksu przygodowego.
Kaznodzieja to historia, którą można podsumować jako podróż przez głęboką Amerykę pośród festiwalu bluźnierstwa, przemocy, czarnego humoru i prowokacji, co nie dziwi, gdy widzi się, kto napisał scenariusz.
Ale ponad tym wszystkim jest coś, czego, moim zdaniem, poczciwy Ennis nigdy nie przebił: relacja między główną trójką, Jessem Custerem (kaznodzieją), Tulip (jego byłą dziewczyną) i przede wszystkim Cassidym (wampirem, który zostaje jego przyjacielem). Za całym tym nadmiarem kryje się bardzo klasyczna i domknięta opowieść o przyjaźni, miłości, lojalności i zdradzie.
I tak, rysunek Dillona nie jest dla każdego. Znacznie brzydszy niż u Millera, mnie pasuje, przede wszystkim dzięki skuteczności narracji. Dlatego nalegam, żeby dać temu dziełu szansę, nawet jeśli pierwszy rzut oka odrzuca.
Jako ciekawostkę dodam, że zawsze będę miał do tego dzieła szczególny sentyment, bo kupiłem je prosto po wyjściu z biura klienta, kiedy dostałem zapłatę za swoją pierwszą pracę jako freelancer, wiele, wiele lat temu. To miłe wspomnienie.
6. Koleje losu – Paco Roca

Paco Roca jest moim ulubionym hiszpańskim autorem. Niewielu tak jak on potrafiło uchwycić wrażliwość różnych sytuacji życiowych.
Spośród wszystkich jego dzieł wybrałem to, ponieważ uważam, że być może jest najbardziej ambitne.
Już wcześniej recenzowałem Koleje losu, ale jeśli nie chcesz teraz czytać mojej analizy, podsumuję ją tutaj.
To długie dzieło, które poprzez retrospekcję jednego z bohaterów śledzi losy grupy hiszpańskich republikanów, którzy po przegranej wojnie domowej i wygnaniu ostatecznie walczyli z nazistami i brali udział w wyzwoleniu Paryża.
Wizualnie nie szuka natychmiastowego efektu Sienkiewicza, Windsor-Smitha czy Moebiusa, ale go nie potrzebuje. Rysunek jest znacznie prostszy, lecz siła tego, co opowiada i jak to robi, równie mocno zostaje w pamięci.
7. Tricked – Alex Robinson

Prawdopodobnie jeden z najmniej przewidywalnych wyborów na liście.
I właśnie dlatego go tu umieściłem.
To komiks obyczajowy opowiadający o grupie całkiem zwyczajnych bohaterów, których życia zaczynają się przecinać.
Nadzwyczajny jest mechanizm narracyjny. Wszystko jest niezwykle dobrze splecione: drobne decyzje mają konsekwencje, postacie pojawiają się z różnych perspektyw, a każda nowa informacja zmienia nasze zdanie o każdej z nich.
Rysunek jest funkcjonalny -jeszcze bardziej niż u Paco Roki- i przez to bardzo daleki od wizualnego wirtuozerstwa innych dzieł z tego topu, ale to nie ma znaczenia, bo motorem są postacie i konstrukcja historii.
Dzieło pokazujące, jak dobrze komiks potrafi opowiadać o zwykłym, a jednocześnie ciekawym życiu.
8. Adolf – Osamu Tezuka

Mój przedstawiciel mangi, wybrany ponad arcydzieła takie jak Akira czy inne, które fascynowały mnie jako dzieciaka, jak Pięść Gwiazd Północy.
Ale Adolf dał mi więcej. Chciałem powiedzieć, że wywarł na mnie większe wrażenie, ale to nie byłaby prawda. Tamte zrobiły to mocniej: pierwsze swoją złożoną cyberpunkową historią, drugie przemocą i rysunkiem.
Tutaj pozornie prosty wygląd rysunku Tezuki niezwykle kontrastuje ze złożonością i ambicją tego, co potrafi opowiedzieć. Poprzez trzech mężczyzn o imieniu Adolf japoński autor buduje ogromną historię łączącą Japonię, Niemcy, nazizm, szpiegostwo, wartości i oczywiście wojnę.
Postacie ewoluują na przestrzeni lat, a decyzje podjęte w pewnym momencie okazują się mieć konsekwencje znacznie później.
To długie dzieło -ponad tysiąc stron, jeśli pamięć mnie nie myli- które chwyta i nie puszcza do końca. A jeśli poza fabułą uzupełnisz lekturę o aneks z kluczowymi momentami II wojny światowej, który przynajmniej miało wydanie hiszpańskie, zrozumiesz złożoność przedsięwzięcia.
Z tych wszystkich powodów to właśnie ten tytuł poleciłbym komuś, kogo manga odstrasza.
9. Incal – Alejandro Jodorowsky i Moebius

Ten komiks jest tutaj z trzech powodów:
- Za wyobraźnię.
- Za skalę.
- A przede wszystkim za Moebiusa.
Tak, ponieważ uważam Francuza za najlepszego rysownika komiksowego, jaki kiedykolwiek istniał, ze względu na jego absolutne opanowanie wszystkich możliwych aspektów. I uważam to za jego najbardziej udane dzieło, nie tyle pod względem samego rysunku -tu konkuruje z Hermetycznym Garażem – ile całościowo.
Niewiele komiksów zdołało zbudować tak ogromne wizualne uniwersum, a jednocześnie sprawić, że wszystko wygląda tak prosto.
Tak, scenariusz Jodorowsky'ego nie jest na tym samym poziomie: bez przerwy rzuca pomysłami, a historia staje się ciągiem idei, symboli i zwrotów, nie zawsze spójnych ani mających odpowiednią wagę narracyjną. Właściwie ma się wrażenie, że gdyby nad Chilijczykiem stał redaktor, mówilibyśmy o czymś naprawdę wybitnym.
Tego redaktora nie ma i gdybym oceniał wyłącznie konstrukcję postaci albo precyzję fabuły, ten komiks nie znalazłby się w tym topie.
Ale komiks to także rysunek, design, wyobraźnia i wizualne zaskoczenie. A na tych polach Incal gra w Lidze Mistrzów.
10. Black Hole – Charles Burns

Z tej top 10 to jedyne dzieło, którego nigdy ponownie nie przeczytałem. Prawdopodobnie dlatego, że jako jedyne nie stoi na mojej półce -pożyczyłem je z osiedlowej biblioteki-, co zamierzam niedługo naprawić.
To dziwne dzieło. Znacznie mniej komercyjne niż poprzednie. Zarówno fabuła -dziwna choroba fizycznie zmieniająca nastolatków- jak i rysunek -czyste czarno-białe kadry, nieprzyjemne, kiedy chcą takie być- sprawiają, że nie jest to łatwa lektura ani rzecz dla każdego.
Ale najlepsze przychodzi później. Bo to komiks, o którym długo się myśli. Burns używa historii jako punktu wyjścia do rozmowy o seksie, izolacji, pragnieniu, strachu i poczuciu niedopasowania. O czymś bardzo nastoletnim, czego większość z nas doświadczyła w mniejszym lub większym stopniu.
Bez wątpienia najbardziej kontrowersyjne dzieło z całej tej listy.
10 komiksów, które otarły się o listę
Różnica między tą grupą a poprzednią jest minimalna. W innym momencie mojego życia niektóre mogłyby nawet zamienić się miejscami. Żeby powiedzieć to jaśniej: jeśli pierwszy top mówi o moich ulubionych tytułach, ten zbiera dzieła, których brak najtrudniej mi uzasadnić.
11. 100 naboi – Brian Azzarello i Eduardo Risso

To wykluczenie boli mnie najbardziej.
100 naboi zaczyna się od znakomitego punktu wyjścia: ktoś pojawia się, wręcza człowiekowi pistolet, sto niemożliwych do wyśledzenia naboi i dowody na to, kto zniszczył mu życie, żeby zrobił z tym wszystkim -informacją i bronią- co tylko zechce.
Ale to dopiero wejście do znacznie większej intrygi.
Azzarello buduje fantastyczną narrację, a Risso wspiera go stylem idealnie pasującym do tego noir-owego uniwersum przestępców, cieni i rozmów, w których prawie nikt nie mówi dokładnie tego, co ma na myśli.
Choć są różne, miałem dylemat, czy w top ten powinno znaleźć się to dzieło, czy Kaznodzieja. Ostatecznie wygrało dzieło Ennisa, bo choć jest trochę mniej wyrafinowane, ma zdecydowanie bardziej ujmujące postacie.
12. From Hell – Alan Moore i Eddie Campbell

Niewiele komiksów zrobiło na mnie tak duże wrażenie przy pierwszej lekturze.
Alan Moore wykorzystuje morderstwa Kuby Rozpruwacza, by zbudować znacznie większą opowieść o wiktoriańskim Londynie.
To ogromny komiks nie tylko ze względu na objętość, lecz także liczbę warstw, które próbuje na siebie nałożyć.
Rysunek Eddiego Campbella może się wydawać nie na poziomie, ale jest. Doskonale oddaje uniwersum i historię, którą Moore chce nam opowiedzieć.
Trzeba jednak mieć świadomość, że dzieło From Hell wymaga sporego wysiłku i nie zawsze daje natychmiastową przyjemność. Pewnie dlatego zostawiam je poza listą, bo gdyby to było zestawienie najbardziej ambitnych dzieł, znalazłoby się znacznie wyżej.
Nie ma nic wspólnego z ciekawym, ale o wiele bardziej płaskim filmem z Johnnym Deppem.
13. Ronin – Frank Miller

Tak, na tych listach jest już bardzo dużo Franka Millera. A mimo to Ronin zasługuje, żeby tu być.
Za mieszankę, którą Miller tworzy z samurajów, cyberpunkowej science fiction, technologii, duchowego rozkładu i ogromnej liczby wpływów, wśród których są mój ukochany Moebius, manga i komiks europejski.
To dzieło mniej kompletne niż Powrót Mrocznego Rycerza i graficznie mniej spektakularne niż Elektra Assassin, ale nie daj się zwieść: patrzy obu prosto w oczy.
Uwielbiam je.
14. Akira – Katsuhiro Otomo

Znaczenie, jakie Akira miało dla całej późniejszej cyberpunkowej science fiction, jest oczywiste.
Mangi i nie-mangi.
I pewnie dlatego, że to niezwykle złożone i długie dzieło potrafi dać wszelkiego rodzaju emocje, od najbardziej klasycznej epiki po autentyczny lęk.
Otomo buduje gigantyczne miasto przyszłości, w którym przemoc i zniszczenie, podobnie jak przyjaźń i polityka, są codziennością. Wszystko spowija metafizyczne tło dotyczące władzy, ewolucji i granic człowieka
Efekt jest taki, że jako widowisko graficzne trudno znaleźć coś porównywalnego.
Fabuła nie utrzymuje jednak zainteresowania tak dobrze jak inne wcześniejsze komiksy i dlatego postanowiłem zostawić ją poza listą, a w jej miejsce trafia Adolf jako najlepszy przedstawiciel mangi.
15. Watchmen – Alan Moore i Dave Gibbons

Gdybym zrobił ankietę, myślę, że właśnie tę nieobecność najwięcej osób by kwestionowało.
I to normalne, bo to dzieło niezwykłe.
W rzeczywistości nie mam mocnego argumentu przeciw Watchmen: : jego konstrukcja jest zaplanowana co do milimetra, Dave Gibbons, choć nie jest efektowny, utrzymuje absolutną kontrolę nad stroną, a Moore wykorzystuje gatunek superbohaterski, by mówić o polityce, władzy, etyce i odpowiedzialności.
Czy cel uświęca środki? Każdy wyjdzie z inną odpowiedzią. I właśnie to jest dobre.
Powód nieobecności jest taki, że choć można czytać go dziesięć razy bez znudzenia, nie poruszył mnie tak jak którekolwiek z wcześniejszych dzieł.
Tam, gdzie Miller lub Ennis wywołują emocje i złość, Moore jest zimną, precyzyjną matematyką.
Mimo wszystko wypada z listy o centymetry.
16. Moja ulubiona rzecz to potwory. Księga 1 – Emil Ferris

Kiedy będziesz chciał komuś pokazać, na jakie wyżyny potrafi wznieść się dziewiąta sztuka, pokaż mu ten komiks.
Niewiele debiutanckich dzieł ma tak przytłaczającą osobowość. Emil Ferris odtwarza zeszyt Karen Reyes, dziewczynki zafascynowanej potworami, która próbuje zrozumieć śmierć, do której doszło w jej budynku.
Od tego momentu pojawia się wszystko: rodzina, zbrodnia, pamięć, sztuka, pulp i jej spojrzenie na tych, których społeczeństwo uważa za innych.
Wizualnie jest niesamowity. Strony naśladują szkolny zeszyt pełen długopisu, rysunków, wymyślonych okładek i detali. Taki popis mógłby stać się jedynie graficzną sztuczką, ale za nim stoi historia i bardzo dobrze zbudowane postacie, które potrafią go unieść.
Dzieło sztuki, które już wcześniej recenzowałem:
17. Scalped – Jason Aaron i R. M. Guéra

Noir, indiański rezerwat, sztuki walki z nunchaku, kasyno i morderstwo.
Z tych składników Aaron buduje długą historię z postaciami bardziej szarymi niż białymi, zbrodnią, rodziną i trudnymi decyzjami, które przynoszą późniejsze konsekwencje.
A wszystko pod znakiem bardzo dobrze pokazanej indiańskiej rezerwacji, która jest czymś znacznie więcej niż dekoracją, bo warunkuje wszystko, co się dzieje.
Guéra daje skuteczny rysunek, w którym brud i przemoc nie idealizują rdzennego świata tak często pokazywanego w kinie. Być może sto lat temu był taki czysty; dziś raczej przeciwnie.
Trudno znaleźć wiele wad w znakomitej, rozbudowanej serii noir (osiem tomów w oryginalnym wydaniu). Cały scenariusz jest dobry, ale konstrukcja i rozwój postaci są nie do pobicia.
18. Sleeper – Ed Brubaker i Sean Phillips

Brubaker i Phillips stworzyli razem ogromną liczbę dobrych komiksów, zwłaszcza z gatunku noir.
Być może ich najpopularniejsze dzieło to Criminal -kolejne, które mnie zachwyciło-, ale Sleeper skradł moje serce wcześniej.
Może przez tę tak dobrze poprowadzoną mieszankę noir i superbohaterów -fabuła opowiada o bohaterze przenikającym do organizacji przestępców z supermocami- która daje poczucie znacznie bliższe szpiegostwu niż pelerynom.
Bo jest brudne, momentami wykolejone i pełne bohaterów podejmujących decyzje bardziej brzuchem niż głową. Z całkiem zrozumiałych powodów, trzeba dodać.
Jeśli lubisz noir i superbohaterów tak jak ja, to pozycja obowiązkowa razem z prequelem Point Blank..
19. Planetary – Warren Ellis i John Cassaday

Planetary to ogromny list miłosny do kultury popularnej. Superbohaterowie, pulp, science fiction, gigantyczne potwory, opowieści o duchach i wszelkiego rodzaju mitologie XX wieku zostają reinterpretowane jako elementy jednego uniwersum. W tym Fantastyczna 4 Marvela.
I choć sam koncept jest świetny, dzieło nie byłoby tym samym bez rysownika. Cassaday nadaje pomysłom, które Ellis nieustannie wyrzuca z siebie, chłodną i elegancką widowiskowość.
Dobre pomysły, dobra fabuła, dobre postacie, dobre odniesienia i dobry rysunek.
Z takimi składnikami nie da się go nie polecić.
20. Eternauta – Héctor Germán Oesterheld i Francisco Solano López

Listę tych, które otarły się o czołówkę, zamykam jednym ze szczytowych dzieł komiksu science fiction. To komiks, przy którym trudno uwierzyć, że ma za sobą siedem dekad, tak odważne i nowatorskie są jego pomysły.
Ale tym, co naprawdę sprawia, że Eternauta jest wyjątkowy, jest fakt, że bohaterem nie jest niezwykła jednostka, lecz zwykli ludzie próbujący wspólnie przetrwać w obliczu czegoś, czego nie rozumieją i co ich przerasta.
I tak, ma pewne elementy typowe dla swojej epoki, ale nie odbiera to siły pomysłowi.
Wciąż mam do przeczytania reinterpretację, którą ten sam scenarzysta -później “zaginiony” dzięki argentyńskiej dyktaturze- stworzył kilka lat później z Breccią. Z tego, co czytałem o tej wersji, jestem przekonany, że prawdopodobnie spodoba mi się jeszcze bardziej.
Wykorzystaj popularność serialu Netflix, dzięki której pojawiło się kilka wznowień tego świetnego komiksu.
Inne
Jak widzisz, poza listą zostają też legendy takie jak Sandman, , Miracleman, , Ziemia X, , Persepolis, , Maus, Daredevil Millera, Transmetropolitan, coś Eisnera, jeszcze jakaś manga i komiks europejski… Ale nie da się zmieścić wszystkich.
Jak mówi się w takich przypadkach, nie ma tu wszystkich, którzy powinni być, ale wszyscy, którzy są, zasługują na miejsce.
Dlatego jestem pewien, że wybierając dowolny tytuł z tej listy, masz w rękach dobrą lekturę. A jeśli się z tym nie zgadzasz, komentarze są tuż niżej, żeby się ze mną spierać.
10 nieprzeczytanych komiksów, które mogą zmienić listę
Na koniec zostawiam ci listę moich dziesięciu najbliższych lektur. Komiksów, które, mam nadzieję, zamieszają trochę w miejscach powyżej.
Cały urok publikowania tej listy polega właśnie na tym, że za jakiś czas można wrócić i sprawdzić, ile z nich spełniło moje oczekiwania.
21. Aâma – Frederik Peeters

Bardzo lubię Frederika Peetersa od czasu, gdy odkryłem Niebieskie pigułki. W Aâma zmienia kierunek i przechodzi do science fiction, mojego ulubionego gatunku, więc byłoby dziwne, gdyby mi się nie spodobało.
Następny komiks, po który sięgnę, gdy tylko skończę książkę, którą mam teraz w rękach.
22. Lone Wolf and Cub – Kazuo Koike i Goseki Kojima

Samuraj przemierzający Japonię z synem i dążący do wielkiej zemsty brzmi jak dzieło stworzone po to, żeby przyciągnąć moją uwagę.
Powodem, dla którego nie sięgnąłem po nie wcześniej, jest ogromna objętość: osiem tysięcy stron. Takie dzieło wymaga miesięcy życia bez sięgania po coś innego i to budzi respekt. Mimo wszystko mam nadzieję skończyć je w tym roku.
23. Berlin – Jason Lutes

Mam go w swojej bibliotece cyfrowej od ponad dekady. Wiem, bo był już na moim pierwszym Kindle, ale z różnych powodów zawsze stawiałem inne tytuły wyżej.
A przecież mieszanka Tricked, , Adolf i Koleje losu w mojej głowie brzmi dobrze…
24. The Killer – Matz i Luc Jacamon

Zawodowy zabójca, zlecenia, które stopniowo układają się w większą intrygę, i mnóstwo miejsca na słuchanie jego myśli podczas oczekiwania. Brzmi bardzo w duchu 100 naboi.
Zobaczymy, czy chłodniejszy europejski ton sprawi, że będę czerpał z tego tyle samo przyjemności co z tamtego.
25. Box Office Poison – Alex Robinson

Dobra, tutaj nie mam pewności, czy czytałem to dawno temu, czy nie. Chcę więc sprawdzić. Jeśli Tricked jest w mojej dziesiątce ulubionych, przeczytanie drugiego wielkiego, długiego dzieła Alexa Robinsona wydaje się obowiązkowe.
26. Lupus – Frederik Peeters

Znowu Frederik Peeters i znowu sci-fi, choć z tego, co czytałem, tym razem bardziej skupione na ludziach.
Bardzo, bardzo jestem ciekaw tej lektury.
27. Partie de chasse – Pierre Christin i Enki Bilal

Tak, tę akurat znam. Znam ją dlatego, że czytałem jakiś pojedynczy odcinek w jednym z magazynów komiksowych mojego ojca. Chyba w jakimś Métal Hurlant z lat 80.
Rysownik mnie zachwyca, a fabuła przyciąga. Zapowiada się świetnie.
28. Sztuka latania – Antonio Altarriba i Kim

O tej wiem dość niewiele, poza tym, że polecano mi ją przy rozmowie o komiksie Koleje losu. Wychodzi z podobnego tła historycznego i opowiada o nim poprzez całe życie jednej osoby.
Zobaczymy, bo o rysunku nie słyszałem aż tak wielu dobrych rzeczy.
29. Blast – Manu Larcenet

Zaczyna się od relacji zatrzymanego mężczyzny, który rekonstruuje, jak znalazł się w tym miejscu, i zdaje się poruszać po dość mrocznych obszarach: izolacji, przemocy, postrzeganiu rzeczywistości i autodestrukcji.
To, czego oczekuję, to właśnie dzieło, które, tak jak Black Hole, będzie pracować w głowie jeszcze po zakończeniu lektury.
30. Monster – Naoki Urasawa

Kolejny przedstawiciel Japonii. Punkt wyjścia wydaje mi się ciekawy: lekarz ratuje życie dziecka, a po latach odkrywa, że ta decyzja miała straszne konsekwencje. Gigantyczny thriller -kilka tysięcy stron- pełen postaci drugoplanowych, nowych tajemnic i rozgałęzień.
Ten bez wątpienia zostawiam na przyszły rok.
Lista z konieczności tymczasowa
Jak widzisz, moi ulubieńcy zdają się mieć kilka cech wspólnych. Lubię długie historie, które pozwalają obserwować rozwój postaci, ale mam też słabość do autorów potrafiących wykorzystywać rysunek w całkowicie osobisty sposób.
Dlatego obok siebie mogą istnieć Tricked i Elektra Assassin: jedno napełnia mnie dzięki postaciom i konstrukcji, drugie zamienia każdą stronę w pole eksperymentu.
Z dokładnie tych samych powodów na liście są też Adolf i Broń X.
Mam także swoje sprzeczności. Krytykuję Incal , bo scenariusz nie dorównuje jego wizualnemu uniwersum, ale zostawiam go na liście. Za to poza listą zostawiam From Hell, które prawdopodobnie jest bardziej ambitne i doskonałe niż kilka wybranych dzieł.
Albo umieszczam dwa dzieła Millera w pierwszej dziesiątce -i trzecie wśród tych, które niemal weszły- przy zaledwie jednym Alana Moore'a, którego uważam za znacznie lepszego scenarzystę. Nie próbuję poprawiać tych sprzeczności, bo właśnie one odróżniają moją listę od listy kogokolwiek innego.
I przede wszystkim lista nadal nie jest skończona. I nigdy nie będzie, bo każdego dnia pojawiają się albo odkrywam fantastyczne komiksy. Aâma, Lupus, , Berlin, , Lone Wolf and Cub, , The Killer… mają potencjał, żeby wejść do topu. Przynajmniej na papierze.
Za kilka miesięcy albo lat wrócę tutaj, żeby potwierdzić -albo nie-, czy naprawdę się udało, czy zostały daleko w tyle.
Do tego czasu zostawiam cię z tym wyborem i mam nadzieję, że sprawi ci dużo przyjemności.
Najczęstsze pytania
Jaki jest dla ciebie najlepszy komiks wszech czasów?
Gdybym miał zostawić sobie tylko jeden, wybrałbym Corto Maltese: Ballada o słonym morzu, Hugo Pratta. Uważam, że to niezwykle kompletne dzieło pod względem historii, postaci, scenerii i przede wszystkim narracyjnych zdolności Pratta przy pozornie prostym rysunku.
Jakie są twoje 10 ulubionych komiksów?
Moje top 10 tworzą Corto Maltese: Ballada o słonym morzu, Batman: Powrót Mrocznego Rycerza, Elektra Assassin, Broń X, Kaznodzieja, Koleje losu, Tricked, Adolf, Incal i Black Hole.
Czy to obiektywna lista najlepszych komiksów wszech czasów?
Nie. To lista całkowicie osobista. Nie próbuje ustanawiać kanonu ani rozstrzygać, które dzieła były najważniejsze czy najbardziej wpływowe, lecz odpowiadać na pytanie, które dziesięć komiksów wybrałbym spośród wszystkiego, co przeczytałem.
Jaki jest najlepszy komiks superbohaterski na liście?
Moim wyborem byłby Batman: Powrót Mrocznego Rycerza, Franka Millera. Bardzo wysoko są też Elektra Assassin i Broń X, a wśród tych, które zostały tuż za listą, są Watchmen, Ronin lub Sleeper.
Jaka jest najlepsza manga na liście?
Wybrałem Adolf, Osamu Tezuki. Uważam, że szczególnie warto ją polecić komuś, kto nie jest przyzwyczajony do mangi, bo łączy bardzo przystępną narrację z ogromną historią o wojnie, szpiegostwie, polityce i rozwoju postaci.
Jaki jest najlepszy hiszpański komiks na liście?
Koleje losu, Paco Roki. To ambitne dzieło śledzące losy hiszpańskich republikanów na wygnaniu, którzy ostatecznie walczyli z nazistami i brali udział w wyzwoleniu Paryża.
Dlaczego Watchmen nie znalazł się w twojej pierwszej dziesiątce?
Nie dlatego, że uważam go za technicznie gorszy. Jego konstrukcja jest niezwykła, a Alan Moore i Dave Gibbons wykonują pracę niemal co do milimetra. Po prostu inne dzieła z listy poruszyły mnie bardziej. Zabrakło naprawdę niewiele.
Który komiks ma najlepszy rysunek na liście?
Trudno wybrać jeden, bo cenię bardzo różne style. Elektra Assassin wyróżnia się eksperymentem Billa Sienkiewicza, Broń X barokiem Barry'ego Windsor-Smitha i Incal Moebiusem, którego uważam za najlepszego rysownika komiksowego, jaki kiedykolwiek istniał.
Jaki komiks poleciłbyś komuś, kto szuka czegoś innego?
Tricked, Alexa Robinsona, jest prawdopodobnie najmniej przewidywalnym wyborem w topie. Nie opiera się na wielkich konceptach ani spektakularnym rysunku, lecz na zwykłych postaciach i niezwykle dobrze splecionej konstrukcji narracyjnej.
Który komiks z listy jest najmniej komercyjny?
Prawdopodobnie Black Hole, Charlesa Burnsa. Zarówno historia, jak i rysunek mogą być niekomfortowe, ale właśnie dlatego dzieło długo krąży po głowie po zakończeniu.
Jakie inne komiksy były blisko wejścia do top 10?
Wśród tych, które otarły się o listę, są 100 naboi, From Hell, Ronin, Akira, Watchmen, Moja ulubiona rzecz to potwory, Scalped, Sleeper, Planetary i Eternauta.
Jakie nieprzeczytane komiksy mogą wejść do rankingu?
Wśród oczekujących są Aâma, Lone Wolf and Cub, Berlin, The Killer, Box Office Poison, Lupus, Partie de chasse, Sztuka latania, Blast i Monster. Zamierzam wrócić do listy, kiedy przeczytam część z nich.
Jaki typ komiksów zwykle lubisz najbardziej?
Mam słabość do długich historii, w których można obserwować rozwój postaci, oraz do autorów o bardzo wyrazistej osobowości graficznej. Dlatego na jednej liście mogą współistnieć tak różne dzieła jak Tricked, Elektra Assassin, Adolf lub Broń X.
Czy lista może się zmieniać z czasem?
Tak. Właściwie od początku ma być listą tymczasową. W miarę jak będę czytał nowe lub zaległe komiksy, niektóre dzieła mogą wejść, wypaść albo zmienić pozycję.

Dodaj komentarz