To naprawdę ciekawe:

Wchodzę więc do Planera słów kluczowych Google, aby sprawdzić, jak ludzie szukają informacji o filtrach w e-commerce i odpowiedzieć na ich pytania w tym artykule. I okazuje się, że nie ma powiązanych wyszukiwań dla haseł „filtry e-commerce”, „filtry sklepu internetowego”, „nawigacja fasetowa” (jak PrestaShop nazywa filtry) ani „fasety e-commerce”.
Oznacza to, że w Hiszpanii prawie nikt nie wpisuje takich zapytań.
Ponieważ „podobne” wyniki, które mi proponuje, dotyczą filtrów do zdjęć.
Wiesz, żeby lepiej wyglądać na Instagramie.
Tego akurat szukamy.
Rzecz w tym, że te wyniki mnie zaskakują. A jednocześnie nie.
Zaskakują mnie, ponieważ uważam, że filtry są kluczowym elementem sklepów internetowych z dużym katalogiem produktów.
To jeden z najlepszych sposobów, by zwiększyć szansę na konwersję, ponieważ zawężają to, czego szuka, i ułatwiają mu podjęcie decyzji.
To, że nikt nie szuka sposobów na ich optymalizację w swoich sklepach, wydaje mi się więc dość zaskakujące.
Ale po chwili namysłu uświadamiam sobie, że z mojego doświadczenia jako użytkownika wynika, iż niewiele sklepów internetowych naprawdę dba o ten aspekt.
Stawiają na inne rzeczy.
To przeciętne doświadczenie pasuje do niewielkiej liczby wyszukiwań w Google: mało kto analizuje, jak dobrze wykorzystać filtry.
Później pokażę jednak sklep, który moim zdaniem robi to fantastycznie. I to pod wieloma względami.
Filtry wpływają bowiem przede wszystkim na UX, ale w dużym stopniu również na SEO oraz na dział produktu.
Już wyjaśniam.
Índice de Contenidos del Artículo
Znaczenie filtrów dla UX sklepu internetowego
Porozmawiajmy trochę o tym, jak znajdujemy produkty w sklepie internetowym.
Jednym ze sposobów jest wyszukanie produktu w Google, przejrzenie kilku wyników w Google Shopping i kupienie tego, który najlepiej odpowiada naszym potrzebom.
Prawie bez porównywania.
Zwykle robimy tak w przypadku tanich, funkcjonalnych produktów.
Takich, przy których marka jest nam na przykład obojętna.
Pomyśl o:
- Nakrętce do kuchennego kranu.
- Kablu do ładowarki telefonu.
- Albo silikonowym pojemniku do robienia popcornu w mikrofalówce.
Jeżeli robią to, czego od nich oczekujemy, są tanie i mają dobre oceny, kupujemy je bez większego namysłu. Zwłaszcza jeśli wcześniej robiliśmy już zakupy w tym sklepie.
To jeden ze sposobów kupowania. Taki, w którym filtry nie mają znaczenia, ale są też inne ścieżki. Zwłaszcza gdy produkt jest droższy.
Wtedy rzeczywiście zwykle szukamy informacji i porównujemy.
I to nie tylko między różnymi sklepami, lecz także między różnymi produktami w tych samych sklepach.
Oczywiście są sklepy z dziesiątkami podobnych produktów, zwłaszcza jeśli działają jako marketplace.
Pierwszy przychodzi na myśl Amazon i liczba [wstaw, co chcesz], które ma w swoim katalogu.
Albo eBay.
Albo Shein.
Albo AliExpress.
Albo Tiendanimal.
Albo nasza konkurencja Drinks&Co.
Ogromne sklepy internetowe z tysiącami produktów, wśród których użytkownik może się łatwo zgubić.
Są więc dwa sposoby na zawężenie wyników:
- Proaktywny, wymagający działania użytkownika.
- Automatyczny, zależny od samego sklepu.
W obu przypadkach chcemy pomóc użytkownikowi podjąć decyzję, przybliżając go tym samym do konwersji.
Otóż filtry, wraz z wyszukiwarką i sortowaniem produktów, są trzema głównymi proaktywnymi narzędziami użytkownika podczas wyszukiwania tego, czego potrzebuje w naszym sklepie.
Temat wyszukiwarki zostawimy na inny artykuł, ale o sortowaniu opowiemy tutaj nieco więcej, choć skupimy się przede wszystkim na filtrach.
W tym artykule nie będę też omawiać ścieżki automatycznej, ale chcę, żebyś wiedział, o jakich funkcjach mówię: kojarzysz moduły „podobne produkty” albo „inni klienci kupili także”?
To inne sposoby na przybliżenie użytkownika do poszukiwanego produktu bez konieczności podejmowania przez niego jakiegokolwiek działania: nie musi myśleć, wystarczy, że spojrzy, a jeśli wyniki proponowane przez sklep są trafne, będzie o krok bliżej podjęcia decyzji.
Takie moduły, jeśli są dobrze wdrożone, są drobnymi elementami, które krok po kroku zwiększają konwersję.
Ale przyszliśmy tu rozmawiać o filtrach, więc najwyższy czas się nimi zająć.
Filtry ogólne i filtry zależne od kategorii produktu
Choć rzeczywiście istnieją pewne (nieliczne) filtry, nazwijmy je „ uniwersalnymi”, które zawsze mają zastosowanie w każdym rodzaju sklepu internetowego, oczywiste wydaje się, że każda kategoria produktów powinna mieć własne filtry.
Oprócz uniwersalnych różne kategorie będą współdzielić jeszcze niektóre filtry (branżowe, jak moglibyśmy je nazwać), podczas gdy inne będą specyficzne dla poszczególnych kategorii produktów.
Nawet w sklepach internetowych z jednej branży, na przykład sprzedających napoje — którą, co naturalne, dobrze znam.
Podam ci przykład:
Poza oczywistym podziałem napojów na alkoholowe i bezalkoholowe również wśród tych pierwszych występują różnice, które wymagają stosowania innych filtrów w każdej kategorii.
Pomyśl na przykład o winie i whisky. Mają pewne wspólne cechy, takie jak określona zawartość alkoholu czy przynależność obu produktów do danej marki. Dlatego filtry „Zawartość alkoholu” i „Marka” będą miały zastosowanie do obu kategorii.
Ale gdy pomyślisz o różnicach między nimi, z pewnością przyjdzie ci do głowy na przykład apelacja.
Jeśli lubisz wino, możesz bardziej cenić Ribera albo preferować Rioja, ale niemal na pewno wiesz, że to pojęcie nie dotyczy whisky.
Dlatego logiczne jest, by w kategorii win znajdował się filtr „Apelacja”, którego nie będzie w kategorii whisky.
To normalne, prawda?
To właśnie pierwsza kwestia, którą należy wziąć pod uwagę przy projektowaniu filtrowania w sklepie. Trzeba rozróżnić filtry ogólne –mające zastosowanie do wszystkich kategorii– od filtrów wyłącznych dla każdej z nich.
Filtry ogólne będą więc sumą tych dwóch typów:
- Filtry uniwersalne:
- Cena.
- Marka.
- W promocji.
- Z bezpłatną dostawą.
- Ocena.
- Filtry branżowe. Trzymając się przykładu sprzedaży napojów, mamy:
- Zawartość alkoholu.
- Pojemność butelki (są butelki 35 cl, 70 cl, 75 cl, 1 l…).
- Kraj pochodzenia.
Zarówno filtry uniwersalne, jak i te trzy filtry branżowe będziemy stosować we wszystkich kategoriach.
Jeśli zastanawiasz się, jakie filtry branżowe mogą sprawdzić się u ciebie, możesz zacząć od przyjrzenia się filtrom używanym przez konkurencję.
Do tych ośmiu filtrów (pięciu plus trzech) musimy zatem dodać ostatnią grupę: filtry wyłączne dla każdej kategorii. Mogłyby to być na przykład:
- Kategoria Wino: apelacja.
- Odmiana winogron.
- Rodzaj (Blended , Single Malt , Bourbon…)
- Variedad (ahumado, picante, aromatizado)
- Opakowanie (z pudełkiem lub bez)
W tym przykładzie mielibyśmy więc łącznie 10 filtrów w kategorii win i 11 w kategorii whisky:
- 5 uniwersalnych.
- 3 branżowe, mające zastosowanie do wszystkich kategorii sklepu.
- 2 wyłączne dla kategorii Wino i 3 wyłączne dla kategorii Whisky.
To ćwiczenie, , prowadzące od ogółu do najbardziej szczegółowych rozwiązań w postaci filtrów specyficznych dla kategorii, trzeba przeprowadzić dla każdej kategorii w sklepie.
Trzeba postawić się na miejscu użytkownika i zastanowić się, jakie wątpliwości może mieć przy wyborze między dwoma produktami z tej samej kategorii oraz rozważyć, czy warto dodać dany filtr.
Bo tak naprawdę nie chodzi tylko o jego utworzenie, lecz także o kategoryzowanie produktów tak, aby filtr działał prawidłowo. Wymaga to czasu i — zależnie od rodzaju filtrowania (dynamicznego lub statycznego) — ma określone konsekwencje dla SEO, jak zaraz zobaczymy.
Mimo wszystko zdefiniowanie filtrów nie jest szczególnie skomplikowane ani kosztowne w projektach średniej wielkości.
W ogromnych sklepach internetowych z wieloma bardzo różnymi kategoriami produktów sprawa robi się bardziej skomplikowana. Filtrów specyficznych dla kategorii będzie tam zdecydowanie więcej niż dwóch pozostałych typów.
Projekt filtrów
Choć ma już kilka lat, ten świetny artykuł opublikowany w równie świetnym Smashing Magazine — moim podstawowym źródle wiedzy o produktach cyfrowych — omawia kilka problemów z użytecznością.
Jeśli interesuje cię ten temat, polecam przeczytać całość. To badanie przeprowadzone na 50 największych sklepach internetowych w Stanach Zjednoczonych.
Jeśli wolisz od razu przejść do sedna, powiem ci, że poza bardzo konkretnymi branżami, w których ma to sens, oferowanie co najmniej 10 opcji filtrowania w jednej kategorii to proszenie się o to, by użytkownik z nich nie korzystał.
Taki złożony blok nie zachęca do interakcji. Wręcz przeciwnie: użytkownik chce jak najszybciej odwrócić od niego wzrok.
Znasz paradoks wyboru? Ten, przez który stoisko z lodami oferujące tylko trzy smaki sprzedaje więcej niż sąsiednie z dziesięcioma.
To także on sprawia, że podjęcie decyzji zajmuje wieczność, gdy otwierasz Netflix i nie wiesz, co obejrzeć.
Z filtrami jest tak samo: trzeba oferować te, które rzeczywiście będą używane. Ani jednego więcej. Inaczej skończysz jak z formularzami pełnymi pól, których nie wypełnia absolutnie nikt.
Filtry podstawowe i dodatkowe
A jeśli masz ich wiele, sugeruję rozwiązanie, które zastosowaliśmy w Yo pongo el hielo: podzielić je na dwa poziomy, „zwykłe filtry” i „filtry zaawansowane”.
Na początku pokazujemy najczęściej używane filtry. Dzięki temu całość jest łatwiejsza do ogarnięcia i częściej wykorzystywana:

Ponadto dajemy także możliwość bardziej szczegółowego filtrowania tym użytkownikom, którzy go potrzebują, wystarczy kliknąć link:

Uwaga, to jeszcze inny sposób klasyfikowania filtrów: podstawowe kontra dodatkowe. Nie pokrywa się on z podziałem na uniwersalne, branżowe i właściwe dla kategorii.
W każdej kategorii wśród filtrów głównych, widocznych od razu, znajdą się niektóre uniwersalne, niektóre branżowe oraz niektóre wyłączne dla tej kategorii.
Dobrze, rozumiem, ale ile filtrów powinno być widocznych od razu??
To zależy od projektu. W naszym przypadku użycie pierwszych czterech znacznie różniło się od użycia pozostałych, więc pokazaliśmy cztery, a resztę przenieśliśmy na drugi poziom.
W każdym razie moim zdaniem odpowiednia liczba to cztery lub pięć. Sądzę, że większość sklepów dobrze dostosuje się do tego modelu. Ale to tylko moja opinia i w rzeczywistości należałoby ją potwierdzić danymi, tak jak zrobiliśmy to w Yo pongo el hielo.
Skoro mówię o danych, może pojawić się całkiem uzasadnione pytanie: skąd wiedzieć, które filtry są używane najczęściej? Musisz poczekać do ostatniej części tego artykułu, poświęconej analityce, aby się tego dowiedzieć.
Uważaj na filtry w wersji mobilnej
Kolejną zaletą tego dwupoziomowego systemu jest to, że znacznie ułatwia zaprojektowanie systemu filtrowania na urządzenia mobilne, który ze względu na rozmiar ekranu zwykle trudniej wdrożyć niż w desktopowej wersji strony.
Jeśli pokażesz wszystkie filtry naraz, prawdopodobnie zajmą cały ekran telefonu, a nie o to nam chodzi.
Tak dzieje się po kliknięciu linku filtrowania w mobilnej wersji strony Amazon: wszystkie filtry otwierają się jeden pod drugim:

W rzeczywistości trzeba nawet przewijać, ponieważ zajmują więcej niż wysokość ekranu.
To przytłaczające.
Moim zdaniem lepszy jest dwupoziomowy system używany przez eBay.
Najpierw widzimy najczęściej używane filtry:

Po przesunięciu w prawo widzimy link prowadzący do wszystkich filtrów:

Po jego wybraniu rozwija się ogromna liczba możliwości:

Ostatecznie otrzymujesz to samo co na Amazonie, ale tylko dla osób, które chcą filtrować bardzo dokładnie. Wielu zwykłych śmiertelników zatrzyma się wcześniej.
Dodatkowe funkcje filtrów
Pozostał jeszcze jeden szczegół dotyczący projektu filtrów. Łatwo go przeoczyć, gdy tworzymy filtry na zamówienie zamiast korzystać ze standardowej funkcji lub modułów CMS.
Oprócz samego wdrożenia filtrów trzeba pomyśleć o dwóch dodatkowych działaniach / stanach:
- W jaki sposób użytkownik zobaczy które filtry są obecnie aktywne .
- W jaki sposób będzie mógł usunąć te, które go nie interesują.
Jak już mówiłem, standardowe funkcje filtrowania będą miały to rozwiązane. Jednak przy tworzeniu filtrów na zamówienie łatwo ten aspekt przeoczyć.
Uwierz mi, mnie się to zdarzyło.
Aby tego uniknąć, po wdrożeniu filtrów wystarczy je przetestować, sprawdzić sposób ich wyświetlania oraz to, czy można łatwo zmieniać ich stan.
I tyle.
Dzięki temu zauważysz, czy coś zostało przeoczone, i poprawisz to, zanim zasugeruje ci to któryś z użytkowników.
Inne kwestie związane z użytecznością
Kończąc temat projektu, warto rozważyć jeszcze kilka kwestii dotyczących korzystania z filtrów.
Dwie kwestie, które w rzeczywistości mogą być ze sobą powiązane.
Jednoczesne używanie kilku filtrów
Pierwsza z nich to rozważenie używania kilku filtrów jednocześnie.
Odpowiedź wydaje się prosta, prawda?
Kto nie chciałby oferować w swoim sklepie internetowym możliwości łączenia dwóch lub większej liczby filtrów?
I tak, odpowiedź brzmi: wszyscy tego chcą.
Ale nie wszyscy zwracają uwagę na dwa szczegóły:
Kombinacje z zerową liczbą wyników
Po pierwsze, jeśli umożliwimy używanie kilku filtrów jednocześnie, istnieje ryzyko, że użytkownik wybierze kombinację zwracającą 0 wyników, ponieważ w naszej witrynie może nie być żadnego produktu o takim zestawie cech.
Mamy tutaj dwie możliwości:
- Zostawić to tak, jak jest i zwrócić użytkownikowi listę z 0 wyników. Niech sam zajmie się usuwaniem filtrów.
- Zastosować system, w którym każde dodanie filtra ogranicza późniejsze możliwości filtrowania, nie pozwalając użytkownikowi wybierać kombinacji zwracających 0 wyników. Dzięki temu pojawiają się wyłącznie opcje dające wyniki.
Choć technicznie nieco bardziej złożona, ta druga opcja wydaje mi się znacznie lepsza, zwłaszcza przy użyciu filtrów zwracających strony statyczne.
Zaraz porozmawiamy o SEO, ale marnowanie crawl budget robota Google na stronach z listami 0 wyników jest absurdem. I należy tego unikać.
Filtrowanie automatyczne lub za pomocą przycisku
Ostatnią kwestią do rozważenia jest umożliwienie wybrania kilku filtrów naraz albo zmuszanie użytkownika do wybierania ich pojedynczo. Dzieje się tak, gdy nie ma przycisku „zastosuj filtry”, a platforma automatycznie przelicza wyniki za każdym razem, gdy użytkownik zmieni ustawienia filtrów.
Moim zdaniem lepiej mieć przycisk, choć zwykle idzie to w parze z możliwością zwracania list z 0 wyników, podczas gdy automatyczne przeliczanie zazwyczaj ułatwia ograniczanie kolejnych filtrów.
To dobry temat do przemyślenia. Jeśli ci to pomoże: Amazon, Decathlon i AliExpress stosują filtrowanie automatyczne, natomiast Zalando i eBay korzystają z przycisków.

Szybkość ładowania
Drugim powodem, dla którego warto przemyśleć kwestię wielokrotnego filtrowania , jest szybkość ładowania.
Mówię o tym, ponieważ na przykład natywna funkcja filtrowania PrestaShop działa stosunkowo dobrze przy zwracaniu wyników, jeśli używamy tylko jednego filtra.
Ale działa bardzo wolno po dodaniu drugiego filtra.
A przy trzecim jest już bezużyteczna.
Chyba że masz potężny serwer albo zoptymalizowałeś domyślny kod (lub opracowałeś inny).
Jeśli tak nie jest, powinieneś przetestować swoją stronę i zastanowić się, czy warto umożliwiać jednoczesne używanie kilku filtrów.
Czy użytkownik zyskuje więcej, niż traci.
I czy wrażenie wywoływane przez twoją stronę pomaga budować większe, czy mniejsze zaufanie.
Sprawa nie jest już taka oczywista.
Strony, na których warto używać filtrów
Skoro znamy już trochę możliwości i problemy związane z filtrami, warto powiedzieć kilka słów o stronach, na których należy je stosować.
Moim zdaniem trzy są obowiązkowe, a w niektórych przypadkach dochodzą kolejne:
- Strony kategorii lub marek.
- Strony wyników wewnętrznej wyszukiwarki naszej witryny.
- Komercyjne strony docelowe.
Listy produktów według kategorii lub marki
Listy produktów w kategorii są zasadniczo bardzo podobne do list produktów danej marki.
Na poziomie filtrowania ich różnice można właściwie sprowadzić do dwóch głównych aspektów:
- Na stronie kategorii możesz mieć filtr „Marka”, natomiast na stronie marki analogiczną rolę może pełnić filtr „Kategoria”.
- Ponadto, jeśli marka oferuje produkty z różnych kategorii, możesz zdecydować, czy wyświetlać wyłączne filtry każdej kategorii (trzeci typ z klasyfikacji przedstawionej na początku), w której znajdują się produkty tej marki.
To właśnie o takich stronach myślimy w pierwszej kolejności przy wdrażaniu filtrów, więc niewiele mam tu do dodania.

Wyniki wyszukiwania
Możliwość filtrowania na stronach wyników zwracanych przez wewnętrzną wyszukiwarkę witryny spotyka się rzadziej.
Dzieje się tak dlatego, że najpopularniejsze CMS-y domyślnie jej nie oferują.
I trzeba sięgać po płatne platformy.
Jednak wszystkie duże sklepy e-commerce to oferują. Widocznie mają ku temu powód.

Komercyjne strony docelowe
Tak, listy kategorii lub marek są komercyjnymi stronami docelowymi.
Oczywiście.
Chodzi mi tutaj o strony, które nie należą do zwykłej struktury sklepu, lecz są tworzone na potrzeby kampanii takich jak Black Friday czy wyprzedaże.
Takie, do których nie prowadzi stały link w menu.
Otóż tego typu strony nie będą kategoriami ani stronami marek, ale nie przychodzi mi do głowy ani jeden powód, dla którego nie powinny mieć takich samych filtrów:
- Uniwersalne.
- Branżowe.
- Jeden filtr „Kategorie” i jeden „Marki”.
- A jeśli już się uprzeć, również filtry wyłączne dla głównych kategorii.
Oczywiście jeśli lista produktów na stronie docelowej jest krótka — powiedzmy, że obejmuje dziesięć pozycji lub mniej — użytkownik nie potrzebuje filtrów, aby znaleźć poszukiwany produkt.
Ale gdy promocja obejmuje wiele produktów, bezwzględnie powinno dać się je filtrować:

A ty, gdy tworzysz stronę docelową z listą produktów, dodajesz filtry?
Inne strony
Trzy właśnie wymienione typy stron są najczęstszymi miejscami wdrażania filtrów, ale są też inne, w których mogłyby się przydać.
Nie wiem jak ty, ale ja mam ponad 100 produktów na liście „kup później” na Amazonie. A gdy chcę coś znaleźć, mam ochotę rwać sobie włosy z głowy.
Jeszcze gorzej jest na Wallapopie.
Na Amazonie przynajmniej wiesz, że wszystko dotrze kurierem, a koszty wysyłki niewiele się różnią. Na Wallapopie nie masz pewności, czy produkt jest w twoim mieście i możesz odebrać go osobiście, czy potrzebna będzie wysyłka.
A to zmienia postać rzeczy.
I to bardzo.
Bo przy produkcie kosztującym, powiedzmy, 100 euro różnica może spokojnie wynieść 20 euro. U mnie na wsi to 20% (a może być więcej). To niemało.

Jedyna możliwość to pamiętać… albo otwierać każdy produkt po kolei i to sprawdzać.
Okropne.
A przecież wystarczyłoby zastosować cztery filtry dostępne na platformie (naprawdę są tylko cztery).
Wygląda, jakby próbowali powstrzymać nas przed zakupami.
Kolejność produktów: typowe rodzaje sortowania
Na początku wspomniałem, że porozmawiamy trochę o sortowaniu produktów, które wraz z filtrowaniem i wyszukiwarką jest narzędziem oferowanym użytkownikowi, aby ułatwić mu znalezienie tego, czego szuka.
Nie będę się nad tym długo rozwodzić, tylko wymienię rodzaje sortowania, które uważam za niezbędne i pożądane.
Zaczynamy od niezbędnych:
- Domyślne. To sortowanie, które z jakiegoś powodu chcę ustawić jako domyślne. Pokazuję je użytkownikowi po wejściu na listę. Możesz zmienić nazwę na „Polecane” albo „Trafność”. To samo, ale brzmi lepiej ;P
- Cena: od najniższej do najwyższej. Lubimy oszczędzać pieniądze. Ułatwmy więc użytkownikowi zadanie.
- Cena : od najwyższej do najniższej. W wybranym przeze mnie przedziale cenowym, które produkty są (rzekomo) najlepsze? Sprawdźmy, czy warto zainwestować.
A teraz te, które będą przydatne zależnie od projektu:
- Najwyżej oceniane. To bardzo dobra opcja, ale ma sens tylko w projektach z dużą sprzedażą i wieloma recenzjami. W przeciwnym razie nie jest użyteczna.
- Nowości. Nie sprawdzi się w każdej branży, ale w wielu tak. Pomyśl o modzie, meblach, grach, muzyce, książkach, napojach…
- Największy rabat. Wszyscy lubimy czuć się sprytni. To dobry sposób, aby to osiągnąć.
- Liczba zamówień. Ponownie przyda się tylko sklepom z pewnym wolumenem sprzedaży. Ale jeśli dwa produkty wydają mi się takie same, a jeden sprzedał się dwadzieścia razy częściej od drugiego, uznam, że „musi być ku temu powód”. Nawet jeśli nigdy go nie poznam.
- Cena + najniższy koszt dostawy. Przydatne, gdy koszty wysyłki są zmienne, co zdarza się przede wszystkim na platformach marketplace albo w sklepach oferujących część produktów z bezpłatną dostawą.
- Alfabetycznie. Jeśli nie mogę znaleźć produktu za pomocą filtrów ani wyszukiwarki, doceniam możliwość takiego sortowania i przejścia na odpowiednią stronę. Albo, gdy nie ma filtra marki, po takim posortowaniu zobaczę wszystkie produkty danej marki.
Decathlon oferuje na przykład kilka wspomnianych typów:

Sortowanie idzie w parze z filtrami. Powinniśmy więc stosować je na tych samych stronach.
Aspekty SEO, które należy uwzględnić podczas tworzenia filtrów w e-commerce
No dobrze, do tego miejsca wszystko było dość łatwe do śledzenia.
Czas na nieco bardziej techniczny temat. Ale tylko trochę, bez przesady.
Tylko na tyle, by wyjaśnić, że filtry można technicznie zastosować na kilka różnych sposobów:
- Bez zmiany adresu URL.
- Przez dodanie parametru do adresu URL (dynamiczny URL).
- Przez zmianę na inny statyczny adres URL.
- Hybryda kilku powyższych rozwiązań
Przyjrzyjmy się przykładom każdego przypadku.
Filtry, które nie zmieniają adresu URL
Za przykład może posłużyć Tiendanimal.
Po wejściu do kategorii „Karma dla psów” zobaczysz następujący URL:
https://www.tiendanimal.es/perros/pienso-para-perros/

Jeśli dodamy filtr, na przykład „Wiek”, i wybierzemy „Szczenię”, zauważymy, że produkty zmieniają się zgodnie z filtrem, ale URL pozostaje taki sam:

Z punktu widzenia SEO zaletą takiego rozwiązania jest to, że nie musimy się niczym martwić: indeksowany będzie wyłącznie początkowy adres URL, bez ryzyka zduplikowanej treści ani kanibalizacji.
Jednak w tym systemie tracisz możliwość bardziej precyzyjnego pozycjonowania fraz long tail.
Trzymając się przykładu, tracilibyśmy możliwość precyzyjnego pozycjonowania frazy „karma dla szczeniaka” i podobnych.
Zakładam, że rozważyli obie opcje i ryzyko indeksowania adresów URL z niewielką ilością treści przeważyło nad korzyściami z fraz long tail. Dlatego zdecydowali się na ten system.
Filtry, które dodają parametr do adresu URL
W tym przypadku, w przeciwieństwie do poprzedniego, użycie filtra modyfikuje URL, dodając do niego jeden lub kilka parametrów wskazujących sposób filtrowania.
Parametry te mogą być dwojakiego rodzaju:
Filtr statyczny
Zastosowanie tego systemu upodobniłoby te strony do stron z następnej grupy, czyli tych, które zmieniają cały URL. Jedyna realna różnica polega na tym, że tutaj nie mamy przyjaznego adresu URL.
Przykładem może być Bodeboca, gdzie kategoria „Wino” ma następujący URL:
https://www.bodeboca.com/vino

Jeśli jednak przefiltrujemy wyniki według „Białe wino”, zobaczymy, że dodano następujący element:
https://www.bodeboca.com/vino?page=0&sort=rating-desc&wine_type=373

Uważam, że jest to najgorszy system z punktu widzenia SEO, ponieważ łączy wszystkie wady poszczególnych rozwiązań:
- Możliwość indeksowania stron z thin content (czyli z niewielką liczbą produktów lub bez nich), co niepotrzebnie zużywa crawl budget.
- Większe ryzyko indeksowania zduplikowanej treści. Wystarczy zmienić filtr „Cena” i ustawić minimum na 1 euro w dowolnej kategorii, aby zobaczyć, że treść niczym nie różni się od pierwotnej strony bez filtrów.
- Trudniej pozycjonować frazy long tail ze względu na słabą optymalizację zarówno adresu URL, jak i treści. Przy odrobinie uwagi można jednak nieco ograniczyć ten problem.
Szczerze mówiąc, nie przychodzi mi do głowy żadna zaleta takiego rozwiązania. Jeśli ty jakąś widzisz, wyjaśnij mi ją proszę w komentarzach.
I uwaga: to zdecydowanie najczęściej używany system. Prawdopodobnie dlatego, że technicznie najłatwiej go wdrożyć.
Z parametrem dynamicznym
Przejdźmy do innego systemu, podobnego do poprzedniego, ale lepszego.
Jeśli wejdziesz na stronę La Sirena i przejdziesz do kategorii „Morszczuk”, zobaczysz taki URL:
https://www.lasirena.es/es/1019-merluza

Jeśli jednak dodasz filtr, URL nieznacznie się zmieni przez dodanie parametru w takiej postaci:
https://www.lasirena.es/es/1019-merluza #/precio-8-10

Różnica względem poprzedniego przypadku polega na tym, że parametry są poprzedzone symbolem # zamiast ?. I to dobrze.
To dobrze, ponieważ sprawia, że robot Google nie indeksuje tego przefiltrowanego adresu URL.
Dla robota on nie istnieje.
Znajdujemy się więc w sytuacji identycznej jak w pierwszym przypadku, w którym URL się nie zmieniał:
- Nie musimy martwić się kanibalizacją, duplikatami ani niczym podobnym.
- Nie będziemy jednak optymalizować strony pod frazy long tail.
Co ciekawe, ten system jest używany rzadziej niż poprzedni.
W rzeczywistości korzysta się z niego coraz rzadziej.
I nie potrafię zrozumieć, dlaczego.
Filtry, które całkowicie zmieniają adres URL
To jeden z najlepszych systemów filtrowania z punktu widzenia SEO.
Oczywiście pod warunkiem, że zostanie prawidłowo wdrożony.
Tak jak w przypadku PcComponentes.
Już wyjaśniam, co robią.
Po wejściu do kategorii, na przykład „Telewizory”, zobaczysz taki URL:
https://www.pccomponentes.com/televisores

Jeśli przefiltrujesz wyniki według rozmiaru i wybierzesz telewizory 55-calowe, witryna przekieruje cię pod ten adres URL:
https://www.pccomponentes.com/televisores-55-pulgadas

Strona ma bardzo dobre SEO on-page (adres URL, nagłówki i teksty), pozwalające pozycjonować frazę long tail „telewizor 55 cali”.
Ale poczekaj, to jeszcze nie wszystko.
Jeśli dodasz drugi filtr, na przykład „Marka”, i wybierzesz „LG”, zostaniesz przeniesiony pod ten URL:
https://www.pccomponentes.com/tv-lg-55-pulgadas

Ponownie jest on w pełni zoptymalizowany pod jeszcze dłuższą frazę long tail niż poprzednia: „telewizor LG 55 cali”.
Po prostu cudownie.
Ponadto nic nie pozostawiono przypadkowi. Na przykład filtry mają priorytety podczas budowania adresu URL. Bez względu na kolejność zaznaczenia zbudowany adres nada priorytet określonemu typowi filtra i zawsze umieści go na pierwszym miejscu.
W tym przykładzie filtr „Rozmiar” zawsze znajdzie się w adresie URL przed filtrem „Marka”.
Myślę, że po tym, co powiedziałem, zrozumiesz, iż w dużych projektach, których produkty i kategorie cieszą się dużą liczbą wyszukiwań, polecam właśnie ten system.
Jedyną wadą, jaką dostrzegam, jest koszt tworzenia i utrzymania, bo wygląda na to, że wiele przekierowań dodaje się ręcznie.
Hybrydowy system adresów URL
Na koniec, w projektach, które nie są aż tak ogromne, można zastosować system hybrydowy łączący kilka poprzednich rozwiązań.
Tak zrobiliśmy w Yo pongo el hielo.
Po wejściu do kategorii „Whisky” zobaczysz taki URL:
https://www.yopongoelhielo.com/es/3-whisky

Jeśli użyjesz tylko jednego filtra, na przykład „Kraj”, przejdziesz pod URL z parametrem dynamicznym:
https://www.yopongoelhielo.com/es/3-whisky#/pais-japon/

Omówiliśmy już, że zaletą tego rozwiązania jest brak konieczności martwienia się o zduplikowaną treść.
Ale nie uzyskiwaliśmy korzyści z pozycjonowania frazy long tail „japońska whisky”.
A chcieliśmy je uzyskać.
Dlatego robimy tak:
- Tworzymy tę stronę: https://www.yopongoelhielo.com/es/3-whisky/pais-japon/, której produkty są takie same jak przy użyciu filtra dynamicznego.
- Optymalizujemy ją częściowo pod frazy long tail.
- Zapewniamy jej indeksowanie, dodając prowadzące do niej linki.

Mówię „częściowo”, ponieważ można zrobić więcej, o czym opowiem w następnej części.
Optymalizacje
Oprócz tego systemu w Yo pongo el hielo wprowadziliśmy serię dodatkowych optymalizacji SEO związanych z filtrami.
Przekierowania
Najbardziej podstawowym działaniem jest utworzenie określonych przekierowań.
Wyjaśnię kontekst:
- W każdej kategorii mamy filtr „Marka” z własną stroną statyczną.
- Ponadto każda marka ma własną stronę z listą swoich produktów.
Jeśli połączysz oba aspekty, zauważysz, że obie strony — strona marki i strona filtra marki — będą bardzo, bardzo podobne.
A to oznacza zduplikowaną treść i kanibalizację.
Jak rozwiązujemy ten problem?
Tworząc przekierowanie 301 ze statycznej strony filtra na stronę marki.
Czyli przekierowujemy
https://www.yopongoelhielo.com/es/3-whisky/marca-chivas/
na
https://www.yopongoelhielo.com/es/15_chivas
I w ten sposób unikamy problemu.
Podobnie filtry takie jak „Rodzaj” w niektórych przypadkach przekierowują do podkategorii. Na przykład przekierowujemy statyczną stronę filtra
www.yopongoelhielo.com/es/3-whisky/tipo-blended/
na
https://www.yopongoelhielo.com/es/89-whisky-blended
Czyli stronę podkategorii „Whisky Blended”.
Jasne, prawda?
Później wyjaśnię, dlaczego może pojawić się problem duplikacji między filtrami a kategoriami, ale na razie wystarczy, że wiesz, jak rozwiązaliśmy go u siebie.
Skróty
Z drugiej strony analiza słów kluczowych pokazuje, że ludzie szukają na przykład określonych rodzajów whisky:
- Whisky słodowa
- Whisky Blended
- Bourbon
Ale są też wyszukiwania według pochodzenia:
- Szkocka whisky
- Japońska whisky
- Irlandzka whisky
Oczywiście chcemy pozycjonować się na wszystkie te potencjalne frazy.
Istnieje łatwe rozwiązanie, czyli utworzenie podkategorii Whisky dla każdego z tych słów kluczowych.
System ten ma wiele zalet, ale ostatecznie uznaliśmy, że stosowanie więcej niż jednego kryterium przy tworzeniu podkategorii byłoby niespójne. Gdzie na przykład umieścić japońską whisky blended? W „japońskiej whisky” czy w „whisky blended”?
Ostatecznie zastosowaliśmy jedno kryterium na całej stronie: podkategorie zawsze są „rodzajami” kategorii głównej.
Ale według kraju pochodzenia nadal występuje spory wolumen wyszukiwań i zainteresowanie. Jak go wykorzystać?
Tworząc w menu skróty do przefiltrowanych stron poszczególnych krajów:

W ten sposób traktujemy te strony –będące statycznymi stronami powstałymi z filtrów– jak podkategorie podczas rozdzielania link juice witryny, co pomaga zarówno w ich pozycjonowaniu, jak i użytkownikom, którzy chcą przejść bezpośrednio do tych stron.
Oczywiście skoro nie są podkategoriami, mają pewien drobny problem…
Treść
Problem dotyczy przede wszystkim treści.
W szczególności dwóch aspektów:
H1 i H2
H1 pozostaje taki sam jak w kategorii nadrzędnej, w tym przypadku „Whisky”:

Tak, dodawany jest H2, który częściowo rozwiązuje problem, ale najlepiej byłoby, gdyby wszystko znajdowało się w H1.
Ponadto „Whisky Kraj Japonia” to nie to samo co „Japońska whisky”. Choć jest podobne.
Opis
Ponieważ są to przefiltrowane strony kategorii, pozostaje na nich opis SEO kategorii nadrzędnej, który umieściliśmy poniżej w celu pozycjonowania. Nie powinien tam być, ponieważ stanowi zduplikowaną treść.
Powinniśmy wybrać:
- Łatwe rozwiązanie: usunąć ją z HTML (samo ukrycie nie wystarczy).
- Trudne rozwiązanie: zastąpić ją zoptymalizowanym opisem pod słowo kluczowe „japońska whisky”.

Obie kwestie — nagłówek i opis — nie są szczególnie trudne do rozwiązania od strony programistycznej, więc poprawimy je raczej prędzej niż później.
Filtry czy podkategorie
Wspomniałem, że w Yo pongo el hielo musieliśmy przekształcić niektóre filtry, takie jak „Whisky blended” czy „Bourbon”, w podkategorie whisky. Wiąże się to z dodatkowym wysiłkiem na każdym poziomie: utworzeniem kategorii wraz z tekstami, zmianami produktów w celu dostosowania do nowej kategoryzacji, przekierowaniami SEO…
A ty powiesz mi: „mogłeś oszczędzić sobie tego wszystkiego, gdybyś od początku prawidłowo skategoryzował witrynę”.
W tym przypadku uważam jednak, że nie miałbyś racji. Już wyjaśniam:
Sklep internetowy jest niezwykle żywą witryną: codziennie tworzy się produkty, dodaje kategorie, inne wycofuje, zmieniają się dostawcy, zmieniają się gusta odbiorców… i trzeba dostosowywać się do wszystkich tych zmian.
Ponadto w momencie uruchomienia katalog produktów jest zwykle znacznie mniejszy niż po roku.
A po dwóch latach będzie jeszcze większy.
Właśnie wtedy, w pewnym momencie przyszłości, może pojawić się potrzeba zmiany kategoryzacji. Filtry mogą stać się kategoriami lub podkategoriami.
Jeśli w momencie startu mieliśmy tylko kilka bourbonów, tworzenie dla nich podkategorii nie miało sensu. Nawet jeśli były wyszukiwania i chcieliśmy je pozycjonować.
Dwa produkty w kategorii wyglądają smutno. Dlatego lepiej umieścić je w filtrze kategorii nadrzędnej.
Jeśli jednak rok, dwa albo pięć lat później zamiast dwóch pozycji bourbonu masz ich czterdzieści, być może nadszedł już czas, by dostały własną przestrzeń.
I właśnie to przydarzyło się nam.
Zastanów się, czy w największych kategoriach twojego e-commerce nie dzieje się coś podobnego, i rozważ taki krok. Musi on być opłacalny zarówno pod względem SEO, jak i UX; jeśli nie poprawisz obu aspektów, nie poświęcaj wysiłku na zmianę.
Jak filtry wpływają na tworzenie i dodawanie produktów
Skoro mowa o wysiłku, musisz wiedzieć, że posiadanie i utrzymywanie działających filtrów wymaga poświęcenia dodatkowego czasu podczas dodawania produktów.
Zakładając, że przeprowadziłeś już wstępną analizę i wiesz, jakie filtry mają zastosowanie do każdej kategorii, przy każdym dodawaniu produktu musisz prawidłowo je uzupełnić.
I bardzo rygorystycznie przestrzegać nazewnictwa, aby uniknąć takich sytuacji:

Dwa filtry, które powinny być jednym, bo dotyczą tego samego. Tę samą wartość nazwano jednak na dwa sposoby, przez co powstały dwa osobne filtry.
To zdarza się często.
Jeśli zwykle nawigujesz za pomocą filtrów, z pewnością to zauważyłeś.
Nie zależy to od wielkości sklepu, ponieważ nawet najwięksi popełniają błędy.
Jak mówię od początku artykułu, temu tematowi nie nadaje się należnego znaczenia. W wielu przypadkach tworzenie i dodawanie produktów powierza się osobie bez doświadczenia, która oczywiście popełnia błędy, bo nie zawsze jest to proste.
Oczywiście nam również się to zdarza. Dlatego co jakiś czas trzeba się zatrzymać, przejrzeć wszystko i sprawdzić, czy wszystko się zgadza albo czy należy zmienić jakąś wartość.
To trochę pracy, ale moim zdaniem warto.
Podczas tworzenia produktu nie spiesz się więc i poświęć tyle czasu, ile potrzeba, aby przypisać odpowiednie wartości w każdym filtrze.
Ponadto warto wiedzieć, że arkusz kalkulacyjny z wartościami , które można dodać w każdej kategorii, pomaga zwłaszcza podczas tworzenia nowej kategorii:
- Przeanalizuj, jakie filtry powinna zawierać.
- Dodaj je do arkusza kalkulacyjnego wraz z możliwymi wartościami.
- Podczas dodawania nowych produktów sprawdź, czy wszystkie pola zostały prawidłowo uzupełnione.
Jak zarządzać filtrami w CMS: WooCommerce i PrestaShop
Będę tutaj bardzo zwięzły, ponieważ celem tego artykułu jest wyjaśnienie strategicznego podejścia do filtrów w sklepie internetowym, a nie sposobu ich technicznego wdrożenia.
Jeśli szukasz poradnika wyjaśniającego konfigurację filtrów w dwóch najpopularniejszych CMS-ach dla średnich sklepów internetowych — PrestaShop i WooCommerce — znajdziesz w internecie wiele gotowych materiałów.
Można korzystać z podstawowych funkcji CMS-u, a także z bezpłatnych i płatnych modułów lub wtyczek. Czyli standard.

Konfiguracja filtrów jest stosunkowo prosta, o ile nie wybierasz modeli z przyjaznymi adresami URL, jak w PcComponentes, ani rozwiązań hybrydowych, takich jak w Yo pongo el hielo.
Tam sprawa rzeczywiście może się nieco skomplikować i być może trzeba będzie skorzystać z pomocy programisty.
Jak mierzyć użycie filtrów w swoim sklepie
Na zakończenie omówię aspekt, który najbardziej podoba mi się we wszystkim, co wiąże się z filtrami, czyli analitykę..
Lubię ją, ponieważ pokazuje (lub nie), czy twoja strategia klasyfikacji i filtrowania działa (lub nie) oraz czy użytkownicy korzystają z filtrów (lub nie).
Użycie filtrów można mierzyć na różne sposoby, ale zasadniczo mamy dwa narzędzia:
- Narzędzie do analityki produktu cyfrowego , takie jak Google Analytics.
- Narzędzie do map cieplnych i nagrań, takie jak Hotjar.
Pomiar użycia filtrów za pomocą Google Analytics
Jeśli masz sklep internetowy, jestem niemal pewien, że potrafisz korzystać z tego narzędzia. Przynajmniej w ogólnym zarysie.
Zakładam też, że nie muszę ci wyjaśniać, czym jest zdarzenie w Google Analytics ani odsłona strony.
Jeśli znasz te dwa pojęcia, są to właśnie dwa sposoby mierzenia użycia filtrów. Różnią się one od siebie.
Za pomocą zdarzeń
To najczęściej stosowany sposób.
Polega na wysyłaniu zdarzenia wybraną metodą (onclick , js , GTM) do naszej usługi Google Analytics za każdym razem, gdy użytkownik skorzysta z filtra.
Później zobaczymy je tutaj, w Universal Analytics:

To jest niestandardowy raport , który utworzyłem. Pokazuje on Kategorię, Działanie i Etykietę wszystkich zdarzeń, a ja filtruję je według kategorii „filtr” – wybacz powtórzenie.
Moglibyśmy dodać na przykład stronę , na której użyto filtra:

Albo zobaczyć to w GA4:

Również za pomocą innego niestandardowego raportu.
Zalety
Ta metoda ma kilka zalet:
- Po pierwsze, działa na wszystkich typach witryn, w przeciwieństwie do metody odsłon stron.
- Po drugie, pozwala łatwo sprawdzić, na której stronie użyto filtra .
- Po trzecie, zapewnia spójność: użycie filtra jest zdarzeniem, a niekoniecznie odsłoną strony. Ale to już argument dla maniaków analityki takich jak ja.
Wady
Ma jednak również wadę: wymaga pewnego wdrożenia technicznego.
Będzie ono łatwiejsze lub trudniejsze zależnie od witryny i wybranej metody, ale choć na ogół nie jest szczególnie skomplikowane, stanowi dodatek do standardowego wdrożenia Analytics.
Zdarzenia trzeba do niego wysyłać, nie zbiera ich sam. Przynajmniej nie te.
Za pomocą odsłon stron
To kolejna metoda.
Ja używałbym tego sposobu jedynie pomocniczo, gdyby pomiar za pomocą zdarzeń nie był wdrożony — albo gdybym nie ufał temu wdrożeniu — a potrzebowałbym danych o użyciu filtrów.
Zalety
Główną zaletą tego systemu jest to, że wystarczy standardowe wdrożenie Google Analytics.
Nie potrzebujesz żadnych dodatków, aby wydobyć i przeanalizować dane.
Oznacza to, że z całą pewnością będziesz mieć dane od pierwszego dnia po dodaniu Analytics do witryny (prawdopodobnie od dnia jej publicznego uruchomienia).
Wady
Jest ich kilka:
- Nie działa na wszystkich witrynach. Jeśli twój e-commerce nie zmienia adresu URL podczas korzystania z filtrów albo używa parametrów dynamicznych, Analytics nie zarejestruje danych. Jeśli natomiast użycie filtra zmienia adres URL lub dodaje parametry statyczne (oddzielone znakiem „?”), możesz skorzystać z tego systemu.
- Nie da się od razu ustalić, na której stronie użyto filtra. Trzeba sprawdzić referrer (poprzednią stronę). A to nie zawsze jest wygodne.
- Po wyodrębnieniu danych o odsłonach stron trzeba przetworzyć je w Excelu, aby policzyć użycie. Może to chwilę potrwać. Nie wystarczy spojrzeć na jedną liczbę jak w poprzednim przypadku.
Jeśli mimo wszystko chcesz pozyskać dane tą metodą, musisz:
Przejść do raportu odsłon stron w Analytics (Universal lub GA4):

Wyeksportować dane:

Otworzyć wyeksportowany plik w Excelu:

Utworzyć tabele przestawne, aby policzyć użycie:

Jak widzisz, jest to proces znacznie dłuższy i bardziej niewygodny niż poprzedni, ale czasem nie ma innego wyjścia.
Pomiar użycia filtrów za pomocą map cieplnych
To jeszcze inny sposób analizy.
Na pewno bardziej wizualny:

Oczywiście trzeba sprawdzać każdy URL osobno, zamiast otrzymać zagregowane dane w jednej tabeli, jaką oferuje Analytics.
System ten jest więc dobry i naprawdę szybki, gdy chcesz przeanalizować konkretny URL, zwłaszcza strony, które nazwaliśmy „komercyjnymi stronami docelowymi” i które tworzymy na potrzeby konkretnych działań, takich jak Black Friday.
Ponadto mają jeszcze jeden problem, zwłaszcza w wersji mobilnej: jeśli filtr jest ukryty (jak w przypadku naszych filtrów dodatkowych), nie da się rozwinąć mapy cieplnej i zobaczyć kliknięć.
Aby zrekompensować tę wadę, dodam, że kolejną zaletą tego systemu jest niezwykle proste wdrożenie: wstępnie skonfigurowany tag w GTM, bez żadnego kodu, dzięki czemu można uruchomić go już pierwszego dnia.
Bez względu na wybrany system, jak mówiłem wcześniej, witryna jest żywym organizmem. W pewnym momencie trzeba będzie coś zmienić w filtrach: dodać nowe, usunąć nieużywane, przekształcić któryś w podkategorię…
Dlatego, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, jak najszybciej wdroż system pozwalający gromadzić i analizować dane o ich użyciu. Najlepiej za pomocą zdarzeń w Analytics, a jeśli nie (lub dodatkowo), użyj dowolnej z dwóch pozostałych metod.
Wnioski
Mam nadzieję, że jasno pokazałem, jak wiele kryje się za filtrami w sklepie internetowym, zwłaszcza jeśli ma on duży katalog.
Jeśli nie poświęcasz im zbyt wiele uwagi –nie jesteś jedyny– najpierw powinieneś sprawdzić, jakimi danymi dysponujesz. I ocenić, czy są wystarczające, czy trzeba zebrać coś więcej.
Następnie należy zastanowić się, co zrobić z tym, co pokazują wyniki, i podjąć decyzje: ustalić, czy wszystko jest w porządku, czy potrzebne są zmiany.
Na koniec, jeśli wprowadzisz zmiany, trzeba ponownie sprawdzić wyniki i upewnić się, że modyfikacje przyniosły oczekiwany efekt.
Dodaj do tego ręczną kontrolę najczęściej używanych filtrów w głównych kategoriach i sprawdź ich działanie: czy zwracają oczekiwane wyniki? Czy działają szybko? Czy pojawiają się błędy?
Na sam koniec, gdy zaakceptujesz już wszystko powyżej, pomyśl o SEO: czy występują jakieś komplikacje? Czy możesz lepiej wykorzystać potencjał? No to do dzieła.
To proces, który sugeruję stosować. Właśnie tak postępujemy w Yo pongo el hielo, a wyniki pokazują, że idziemy w dobrym kierunku.
Daj znać w komentarzu — chętnie przeczytam.

Dodaj komentarz